Często swoje recenzje zaczynam od krótkiego omówienia producenta sprzętu. Tutaj jednak mam z tym problem bo jak tu przedstawić firmę Sony, która od dekad przecież, niezmiennie znajduje się w czołówce szeroko rozumianej elektroniki w zasadzie każdego rodzaju i na każdym pułapie jakościowym. Przez lata wprowadziła niezliczone ilości słuchawek z których, nie da się ukryć znakomita większość przechodzi bez echa. Wyjątkowo rzadko natomiast ten gigant atakuje absolutne szczyty słuchawkowego high-endu. Zdarzyło się to przez ostatnie 30 lat raptem trzykrotnie. Zaczynając od legendarnych Sony MDR-R10 w 1989 roku, przez dyskusyjne i nieco mniej poważane Sony Qualia 010 z 2004 roku, aż po Sony MDR-Z1R z 2016. Biorąc pod uwagę, iż każde z nich dzieli kilkanaście lat, te premiery to nie lada wydarzenie. Tymi ostatnimi i wcale nie najmniej wyjątkowymi zajmiemy się w poniższej recenzji. Wygląd, budowa i akcesoria: Słusznych rozmiarów pudło, choć dość zwyczajne z wyglądu. W środku znajduje...
Audiofilia Nervosa - niepokój wynikający z niekończącej się próby uzyskania najwyższej wydajności z własnego systemu stereo za pomocą najnowocześniejszych komponentów, kabli i użycia pewnych "ulepszeń". Głownym celem jest maksymalne docenienie muzyki jednak jest to pewna forma obsesji na punkcie elektroniki.