Przejdź do głównej zawartości

Chord Mojo Recenzja - Kieszonkowa elektrownia


Kiedy po raz pierwszy usłyszałem że brytyjski Chord, znany z mocno High-Endowego sprzętu stacjonarnego ma wypuścić małego i przenośnego dac/ampa nie posiadałem się z radości. Został on wyceniony na ledwie ponad 2 tysiące złotych co jak na standardy Chorda jest kwotą śmiesznie małą i tu przyznaję zlekceważyłem go sądząc, że to produkt zrobiony po macoszemu jadąc na marce. Po kilku latach od premiery i nie małym sukcesie bo trzeba przyznać że żadne inne urządzenie tego typu nie namieszało tak w rynku, w końcu trafił i na moje biurko. Czy miałem rację że go początkowo zlekceważyłem, a może srogo się pomyliłem?

Wygląd i budowa:

Malutkie pudełko, niczym specjalnie się nie wyróżniające. W środku poza samym urządzeniem znajduje się jedynie kabel usb który w dodatku jest śmiesznie krótki. Nadaje się jedynie do sprawdzenia czy urządzenie działa i to w zasadzie tylko z laptopem ponieważ jest zbyt krótki aby sięgnąć do gniazd usb w desktopach, a do połączenia z telefonem potrzebna jest dodatkowa przejściówka z innym złączem lub najwygodniej po prostu inny kabel.


Samo urządzenie jest małe i gdyby palenie nadal było w modzie to powiedziałbym że jest mniej więcej wielkości paczki papierosów.


W całości z anodyzowanego metalu i wydaje się o bardzo grubych ściankach. Bryła jest przyjemnie ciężka z zaokrąglonymi krawędziami i sprawia bardzo, ale to bardzo solidne wrażenie żeby nie powiedzieć że przemysłowo solidne. Powinien nawet wytrzymać przejechanie go samochodem - tutaj uspokajam dystrybutora, nie sprawdzałem.

Wygląd bez wodotrysków, ale za to z "jajami" które spełniają funkcje kontrolno-informacyjne - wrócę do tego w dalszej części.

Góra - dwa wyjścia słuchawkowe 3,5mm


Lewy bok


Prawy bok - trzy charakterystyczne przyciski w kształcie kulek


Dół - wejście coaxialne, dwa złącza mini-usb osobne do przesyłu danych oraz ładowania oraz wejście optyczne


Warto zatrzymać się na chwilę i opowiedzieć o tym co siedzi w środku. Zdecydowana większość przenośnych urządzeń audio stosuje w roli dac'ów gotowe, wyspecjalizowane kości na przykład ESS Sabre, czy Asahi Kasei AK44XX. Chord podąża własną drogą i w Mojo znajdziemy technologię FPGA, a po polsku: bezpośrednio programowalną macierz bramek. Od zwykłych układów scalonych różnią się tym że można je dowolnie programować pod swoje potrzeby oraz mogą wykonywać bardzo wiele czynności dokładnie w tym samym czasie i to bez jakiegokolwiek uszczerbku na funkcjonalności. Można z nich wykonać na przykład procesor czy właśnie układ dac. Są zazwyczaj wykorzystywane w lotnictwie i wojsku, a z bardziej spektakularnych zastosowań warto wspomnieć że wzięły udział w misji na Marsa zakończonej lądowaniem łazików Spirit i Opportunity. Aby dać jeszcze lepszy obraz z czym mamy do czynienia to układ FPGA Xilinx zastosowany w Mojo posiada 500 razy wyższą moc obliczeniową niż zwykła kość DAC.


Moc na wyjściach słuchawkowych (liczba mnoga) jest bardzo wysoka i to do tego stopnia że Mojo powinien poradzić sobie ze wszystkimi słuchawkami na rynku w stopniu co najmniej satysfakcjonującym łącznie z wymagającymi plenarnymi. Jeśli chodzi o słuchawki nauszne to sprawdziłem Sony Z1R oraz aż 250 ohmowe Beyerdynamic DT150 i Mojo nawet się przy nich nie spocił. Słuchawki dokanałowe, nie wymagają mocy za to wymagają niskiej impendacji na wyjściu, czystego oraz wolnego od szumów sygnału i to wszystko jest tutaj zapewnione. Nawet z bardzo nisko ohmowymi nie udało mi się usłyszeć szumu wartego wspominania. Chord chwali się że Mojo nadaje się do słuchawek od 4 do 800 ohmów i nie są to czcze przechwałki. Dodatkowym atutem jest fakt że aby skorzystać z czystego i super mocnego sygnału nie ma konieczności wymiany okablowania w słuchawkach na zbalansowane, gdyż z uwagi na swoją specyfikę Mojo pracuje wyłącznie w trybie niezbalansowanym.

Jeśli chodzi o wspomniane dwa wyjścia słuchawkowe są one równorzędne, a więc można jednocześnie podłączyć aż dwie pary słuchawek. Funkcja z całą pewnością przydatna choć o ograniczonym zastosowaniu ponieważ kontrola głośności jest jedna dla obydwu wyjść.

Co do kultury pracy to trzeba zauważyć że urządzenia grzeje się mniej lub bardziej w zależności jakich słuchawek używamy, nawet podczas pracy na biurku, nie mówiąc już o kieszeni czy innych zamkniętych przestrzeniach plecakowo-torbowych. Można go używać podczas ładowania ale wtedy wytwarzana energia cieplna staje się już zdecydowanie niekomfortowa zahaczając już o alarmującą. Nie mam wątpliwości, że elektronika w środku zniesie takie czy nawet wyższe temperatury jednak mam obawy co do długowieczności baterii która znajduje się w środku. Zgaduję że stosunkowo szybko deklarowany, swoją drogą bardzo przyzwoity czas pracy z okolic 8-10 godzin może znacząco się skrócić.


Acoustic Research AR-M20, Chord Mojo, Sony WM1A

Funkcje:

Mojo to przenośny dac/amp, a więc, by usłyszeć muzykę potrzebujemy czegoś w roli źródła który zasili je cyfrowym sygnałem. Nie ma możliwości aby przyjął sygnał analogowy z innego daca i działał w trybie samego wzmacniacza. Ze względu na swoją budowę nie ma wydzielonej osobnej sekcji wzmacniającej. Z uwagi na brak odpowiednich urządzeń towarzyszących udało mi się przetestować wyłącznie wejście usb, więc nie wiem czy coaxialne i optyczne wprowadzają jakieś istotne zmiany w brzmieniu. Przetestowałem go z komputerem PC Windows oraz telefonami Samsung Galaxy S9+ oraz Huawei P20pro i nie odnotowałem nawet najmniejszych problemów z działaniem.

Obsługa odbywa się za pomocą podświetlanych kulek które robią za przyciski w liczbie trzech: włącznik oraz kontrola głośności. Po uruchomieniu wszystkie święcą jakimś kolorem który ma nas informować o różnych aspektach działania.

Kolor przycisku włącznika mówi o poziomie gęstości sygnału jaki Mojo otrzymuje


Kolory przycisków głośności mówią nam jak głośno urządzenia będzie grało, ale ciężko to w gruncie rzeczy określić ponieważ kombinacji kolorów i odcieni jest tyle samo ile poziomów głośności, a więc naprawdę multum.

Oprócz tego mamy jeszcze diodę sygnalizującą poziom naładowania urządzenia i odbywa się to oczywiście również po przez kolory.


Kulki mają dwa poziomy świecenia pod postacią zwykłego i bardzo jasnego. Przydała by się możliwość całkowitego ich wyłączenia na przykład podczas nocnych odsłuchów. Nie ma też możliwości zablokowania działania klawiszy w celu uniknięcia przypadkowego wciśnięcia ale przyznaję, przyciski wkomponowane są w obudowę w taki sposób że nie jest o to specjalnie łatwo.

Mojo po wyłączeniu pamięta ostatnio używany poziom głośności, ale nie pamięta już trybu stacjonarnego ze stałym poziomem 3V na wyjściu jeśli go używaliśmy i każdorazowo trzeba przytrzymywać wszystkie przyciski aby go w tym trybie uruchomić.

Obsługa jest prosta ale zgłębienie tajników co kolorki chcą nam przekazać, wymaga nie tyle przyzwyczajenia co zwyczajnej nauki i zaglądania w ściągawkę.

Chord Mojo i Etymotic ER4XR

Brzmienie:

Mojo pogrubia brzmienie i operuje dużymi elementami więc można powiedzieć że gra grubo i to określenie doskonale odzwierciedla moim zdaniem zarówno sam styl jak i poziom jakościowy. Pogrubienie krawędzi pociąga za sobą pewne ich zaokrąglenie, a przy tym zmniejszenie ostatecznej przenikliwości dźwięku, zwanego często pazurem - nie mylić z wyostrzeniem. Pazurek co prawda jest ale po manicure. Otrzymujemy w zamian za to brzmienie płynne i mięsiste w całym zakresie, podane z bliska, ale nade wszystko bardzo muzykalne, pozbawione ostrości oraz zroszone pewną dozą magii którą ciężko scharakteryzować.

Bas chciałbym napisać że podbity jednak jest zwyczajnie grubszy i przyjemnie tłusty, zresztą tak jak i większość pasma. Nie jest on referencyjny jeśli chodzi o najniższe zejście, precyzję uderzenia czy zróżnicowanie faktur jednak nadal bardzo daleko mu do utraty kontroli. Jest po prostu dobry i idealnie wpasowuje się charakter brzmienia.

Średnica niby neutralna jednak ze sporym naciskiem na wokale które to brzmią bajecznie uwodzicielsko. Jest znowu odrobinę grubiej tak jak przy basie, ale przy tym bardzo płynnie i kalorycznie. To trochę taki koncentrat emocjonalny o bardzo przyjemnej i plastycznej fakturze z podkreślonymi dodatkowo wybrzmieniami. Jest z całą pewnością słodko ale nie mdło, chciałbym napisać że również miękko ale to nie do końca prawda. Najlepiej więc jeśli napiszę że średnica jest wyścielana miękką i przyjemną w dotyku skórą.

Wysokie tony nie są bardzo złagodzone, ale trochę przylizane, aby jak niesforna grzywka nie rzucać się za bardzo w oczy. Poprawny tembr nie jest zachwiany, a i większość osób nadal będzie usatysfakcjonowana z ilości sopranu. W większości góra jest czysta, gładka i przyjemna. Nie jestem jednak do końca zachwycony samą jej końcówką w której operują dzwoneczki i inne iskrzące ozdoby ponieważ są tam dla mnie słyszalne nieczystości i lekka chropowatość choć mogę być po prostu przewrażliwiony na tym punkcie jako zagorzały zwolennik elektrostatycznych słuchawek słynących z rozciągnięcia i czystości tych rejestrów. Nie odbiera to jednak przyjemności z odsłuchów i porównałbym to do kuli dyskotekowej na której zalega kurz i pajęczyny. Niby nadal fajnie jednak to już nie ten sam efekt.

"Kanapka" Chord Mojo i wzmacniacz Shure KSE1200

Bardzo wysoka rozdzielczość choć przez pogrubienie krawędzi najdrobniejsze faktury i detale odrobinę się zacierają. Przestrzeń z ogromnymi źródłami pozornymi nie została razem z nimi wprost proporcjonalnie powiększona. Sprawia przez to wrażenie lekko intymnej o nieimponującej wielkości, a tak że dźwięk nie chce się za bardzo oderwać od uszu i polecieć hen poza głowę słuchacza. Skomplikowane kompozycje są w pewnym stopniu upraszczane przez powiększenie i przybliżenie najważniejszych elementów przez co uproszczono również granie warstwami. Choć wiele dużych elementów znajduje się na pierwszym planie wszystko pozostaje wyraźne dzięki dużej czystości, wysokiej rozdzielczości i brakowi przyciemnienia. Mojo jak zręczny krasomówca skupia się na kluczowych dla historii wydarzeniach, robiąc to z pasją, pobudzając dodatkowo wyobraźnię słuchacza. Opowiada to jednak po męsku, bardzo przyjemne i energiczne ale brakuje mi jednak w tym wszystkim odrobiny damskiej ręki, eteryczności, zwiewności i delikatności.

Mojo nie celuje w bycie referencyjnym sztywniakiem i w jego dźwięku można się zwyczajnie zakochać - taki z niego czaruś. Podobają mi się sposoby w jakie osiągnięto wysoce przyswajalny czy wręcz eufoniczny dźwięk nie robiąc z niego ciemnego i potulnego baranka. Nie powala szczegółowością, ale jest bardzo wyrozumiały dla słabych realizacji i pomimo dość silniej maniery dobrze dogaduje się z różnego rodzajami słuchawek. W teorii nie powinien dobrze zagrać z ciemniejszymi i basowymi typu Campfire Vega. a jednak gra, i to jeszcze jak! Wydaje mi się że to dlatego że balans tonalny nie został istotnie zachwiany.

Chord Mojo i Campfire Audio Vega

Porównania:

Bezpośrednią konkurencją dla Mojo są inne przenośne dac/ampy jak Oppo HA-2SE, Fiio Q5 czy xDuoo XD10 Poke. Niestety, jako że zawsze używałem albo rozwiązań stricte stacjonarnych albo samodzielnych odtwarzaczy przenośnych nie posiadam na ten moment wiedzy jak na ich tle wypada Mojo.

Chord pomimo małych gabarytów i wielu złącz potrzebuje nadal jakiegoś źródła więc jest natychmiastowo mniej funkcjonalny od kompletnych rozwiązań w postaci samodzielnych odtwarzaczy przenośnych. Patrząc obiektywnie na sam poziom jakościowy dźwięku nie wyróżnia się on jakoś specjalnie na tle podobnie wycenionych odtwarzaczy. Trzeba mieć jednak na uwadze że będzie ciężko znaleźć kompletne rozwiązanie oferujące tak małe gabaryty, oraz jednocześnie tak silny i czysty sygnał dzięki czemu doskonale poradzi sobie ze wszystkimi słuchawkami, napędzając w satysfakcjonującym stopniu nawet te bardzo wymagające ale także stwarzając świetne warunki dla bardzo nisko ohmowych. Zupełnie odrębną kwestią jest oczywiście sam dość mocny i podkoloryzowany charakter brzmienia Mojo, który ciężko będzie czymś zastąpić - ja przynajmniej nie znam żadnego odtwarzacza grającego w taki sposób.

Chord Mojo i Final Piano Forte X

Podsumowanie:

Okazuje się Chord musiał jednak poświęcić dużo uwagi swojemu najtańszemu wyrobowi i zaoferował coś naprawdę porządnego. Połączenie małych gabarytów, monstrualnej mocy na wyjściu i czystości sygnału w konkretnie solidnym pudełeczku to naprawdę kawał dobrego sprzętu. Co prawda da się dostać równie dobrze grające i bardziej funkcjonalne urządzenia jednak żadne z nich nie będzie posiadało aż tak uniwersalnego wyjścia słuchawkowego w trybie niezbalansowanym. Brzmienie o uwodzicielskim i eufonicznym charakterze potrafi konkretnie oczarować. Nie przesadzono również z ceną jak to Brytyjczycy mają w zwyczaju, więc całościowo chylę czoła.

Serdeczne dziękuję Audeos.pl za użyczenie sprzętu do recenzji.

Dodatkowo specjalnie dla czytelników został przygotowany kod rabatowy: nervosa5 dający -5% na całą ofertę sklepu.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ibasso DX120 Recenzja - Mniej znaczy więcej

Ibasso kontynuuje odświeżanie portfolio również w niższych progach cenowych i tak po niemal roku od pierwszych zapowiedzi w końcu zmaterializował się DX120. Urządzenie tańsze, uboższe w funkcjonalność oraz wyraźnie mniejsze od krewniaków z wyższymi numerkami, a więc wydawało by się oferujące również niższą jakość dźwięku. Nic bardziej mylnego. Bohater recenzji jest idealnym przykładem że pieniądze nie grają.

Jako że u Ibasso zmiany dźwiękowe wraz ze zmianami oprogramowania to nie nowość, zaznaczam że urządzenie testowałem na oprogramowaniu z numerkiem V2.0.0

Wygląd i budowa:

Wraz z odtwarzaczem w niedużym pudełku znajdziemy:

- kabelek do wygrzewania wyjścia słuchawkowego
- kabel USB
- kod zniżkowy do wykorzystania w sklepie hdtracks.com
- przejściówka z mini jack na coaxial
- ochronna szybka do naklejenia na plecki, z przodu naklejona jest już fabrycznie
- silikonowe etui, a w zasadzie bumper ponieważ nie chroni ani plecków ani ekranu.



Wygląd całkowicie nowatorski z płynnie zaokrąglon…

Ibasso DX150 Recenzja - Złoty Środek

Ibasso to jeden z czołowych producentów przenośnych odtwarzaczy muzycznych z Państwa Środka. Do niedawna super popularne odtwarzacze jak DX50 oraz DX90 pokazały że również mniej zamożne osoby może być stać na dźwięk naprawdę wysokiej klasy. Po paru cichszych latach Ibasso znowu bryluje na salonach. Nasz dzisiejszy bohater Ibasso DX150 został zaprezentowany kilka miesięcy temu wywołując nie małe zamieszenie tworząc nawet sporą konkurencję o wiele droższemu przecież, flagowemu DX200 ledwie w zeszłego roku.

Częstotliwość z jaką Ibasso wypuszcza aktualizację do swoich odtwarzaczy, a przede wszystkim zmiany przez nie wprowadzane również w sferze dźwiękowej obrosły już w legendy niemal tak duże jak te o awaryjności wysokich modeli słuchawek Grado. Z tego powodu na wstępie pragnę zaznaczyć że sprzęt był przeze mnie testowany na oprogramowaniu 2.10.275.

Wygląd i budowa:

Pudełko całkiem standardowe - bez szaleństw. W środku poza samym odtwarzaczem:
- tradycyjnie u Ibasso kabelek do wygrzewani…

Shanling M5s Recenzja - Arbiter elegancji

Do niedawna Shanling był mi kompletnie nie znaną firmą z dalekiego wschodu. Mój pierwszy kontakt z ich najmniejszym odtwarzaczem M0 zrobił na mnie jednak tak pozytywne wrażenie swoim wyrafinowanym brzmieniem iż od razu ustawiłem się w kolejce do testów ich najnowszego i najdroższego zarazem odtwarzacza. Jest to gorąca jeszcze nowość, która debiutuje na rynku dosłownie w tym momencie. Czy Shanling M5s podoła w zatłoczonym już mocno przedziale odtwarzaczy z okolic 2tys zł?

Wygląd i budowa:

Tradycyjne schludne pudełko opisujące główne cechy urządzenia.


Zawartość bardzo uboga bo poza samym odtwarzaczem w środku znajduje się jedynie kabel usb. Co prawda producent oferuje estetyczne etui jako akcesorium, ale moim zdaniem jakieś nawet najprostsze powinno znaleźć się w zestawie fabrycznym.



Bardzo nowoczesny wygląd, wykorzystujący zakrzywione szkło zarówno z przodu jak i z tyłu. Korpus to doskonale obrobiony, matowy metal. Żadnych niedoróbek i ostrych krawędzi. Bardzo solidna całkowicie sztywn…