Przejdź do głównej zawartości

Noble Khan Recenzja - Hybryda do potęgi trzeciej


Ustaliliśmy przy recenzji Django (Recenzja) iż Noble to jeden z czołowych producentów słuchawek dokanałowych na świecie. Ich portfolio ograniczało się do tej pory jednak wyłącznie do konstrukcji multi armaturowych. Najnowsze dziecko i zarazem model z najwyższej półki zarówno w ofercie producenta jak i po prostu tej światowej to jednak hybryda i to w dodatku nie klasyczna, a łącząca 6 przetworników w aż trzech różnych technologiach. Nie dziwi więc fakt że został on nazwany Khan'em czyli królem królów. Jak po królewsku to również i cena pewnie wysoka? A i owszem bo prawie 11 tysięcy złotych. W zamian oprócz szlachetnego rodowodu dostajemy przetwornik dynamiczny, cztery armaturowe i jeden egzotyczny bo piezoelektryczny.

Wygląd, budowa i akcesoria:

Słuchawki dotarły do mnie w wersji testowej bez opakowania, ale za to z akcesoriami.

Oprócz słuchawek przy zakupie otrzymujemy:

- małe, plastikowe zakręcane etui
- skrzyneczka Peli 1010 z karabinkiem
- materiałowy woreczek
- firmowe gumki do spinania razem urządzeń popularnie określanym mianem kanapkowania
- szczoteczkę do czyszczenia
- ogrom tipsów różnych typów i wielkości



Słuchawki wykonane są w większości z czarnego plastiku przyozdobionego frontem wykonanym z makro molekularnego kompozytu M3. Oznacza to że każda słuchawka posiada swój indywidualny wzór kosmicznego wiru i jest niepowtarzalna. Opis robi wrażenie jednak sam efekt moim zdaniem już niespecjalnie. Wygląd, owszem jest unikalny, ale nie ma się poczucia obcowania z czymś szczególnie wyjątkowym czy luksusowym. To już chyba norma bo są to kolejne słuchawki z najwyższej półki, które testuję i żadne do tej pory swoim wyglądem czy wykonaniem nie zrobiły na mnie specjalnego wrażenia. Jest solidnie, ale jakoś tak zwyczajnie.



Bardzo duże i z grubą tulejką jednak długą, dobrze wyprofilowaną, wykonaną z metalu, z wylotem zabezpieczonym siateczką również z metalu. Wygoda stoi na bardzo wysokim poziomie, trzeba jednak popracować nad doborem odpowiednich dla siebie tipsów które zapewnią poprawny seal i pozwolą na głębsza penetrację inaczej soprany mogą wydać się nieprzyjemne i piaszczyste. Izolacja ze względu iż Khan to konstrukcja wentylowana jest przeciętna, choć nadal wystarczająca by cieszyć się nimi w podróży.


Shure KSE1500, Noble Khan, Oriolus Mellianus, Campfire Vega, Ibasso IT01s

Odpinany kabel, pleciony i dwukolorowy wyposażono w złącza typu 2pin. Miękki i przyjemny w dotyku, praktycznie pozbawiony efektu mikrofonowego. Trójnik metalowy, ale znowu tak jak przy Django (Recenzja) ściągacz z plastikowej rurki psuje efekt wizualny choć koniec końców, spełnia swoje zadanie.


Noble po raz pierwszy pokusił się o stworzenie słuchawek hybrydowych i do tego od razu przez połączenie aż trzech różnych technologii. Chylę czoła za ambicje i odwagę. O ile przetwornika dynamicznego i armaturowego przedstawiać, mam nadzieję nie trzeba o tyle odpowiedzialnego za wysokie tony piezoelektrycznego, a i owszem, wypadało by. Nie jest to bynajmniej nowa technologia jednak przy produkcji słuchawek wykorzystywana niezmiernie rzadko. Stosuje się tutaj membranę wykonaną z materiałów posiadających właściwości piezoelektryczne. Przykładowo mogą to być pewne rodzaje kryształów, ceramika czy organiczne piezopolimery. Zjawisko owe polega na zmianie wymiarów takiego materiału pod wpływem przyłożonego pola elektrycznego i w efekcie generowany jest dźwięk.


Brzmienie:

Zdarza się, że słuchawki trzeba dobrze poznać, aby odkryć ich wyjątkowość pod postacią na przykład dobrych manier czy wysokiej uniwersalności. Khan taki nie jest i już pierwsze sekundy jeżą włosy na głowie i rękach. Drapieżność ataku, czystość, szczegółowość i to jak wyraźny obraz kreują dosłownie zrzuca buty słuchacza. Jeśli chodzi o ogólny balans tonalny to najlepiej określa go granie na planie U, gdzie podniesiono skraje pasma pozostawiając średnicę nadal super czytelną i do tego doprawioną dodatkowymi połaciami przestrzeni.


Bas to absolutne mistrzostwo świata. Rewelacyjnie zwarty o super celnym i fizycznie odczuwalnym impakcie. Nie jest go przesadnie dużo ilościowo i nie narzuca się zbytnio swoją kubaturą, ale jego definicja, różnokształtność, rozdzielczość i tętniąca kultura zupełnie mnie oczarowały. Łączy kocią zwinność z huraganową porywistością, nigdy nie przejmując nadto inicjatywy. Dyskretnie podbito dodatkowo najniższy bas przez co potrafi on oddać solidną masę i odebrać dech wyraźnymi wibracjami, które są niemal bardziej odczuwalne niż słyszalne. Referencja.

Niewiarygodna pieczołowitość z jaką oddana jest średnica to coś co trzeba usłyszeć aby zrozumieć. Nie jest magicznie bogata w barwę za to jest jest magicznie przejrzysta. Dość mocno nastawiona na technikalia, super wyraźna, czysta i realistyczna choć nieco odchudzona i utwardzona przez co brakuje trochę masy i mięsa przy męskich wokalach i gitarach elektrycznych. Nie chcę być też źle zrozumiany. To nie jest tak że brzmią źle, tembr pozostał zachowany, naturalność też, a nawet nie sprawiają wrażenia wycofanych. Obniżono im nieco mocy i doniosłości, a zastąpiono je czytelnością, detalem, smaczkami, niuansami oraz nieskończenie wysoką ilością tekstur. Mamy więc piękne, super czyste damskie wokale i ekstra szczegółowe męskie, ale o słabszej sile przebicia. Za to instrumenty strunowe i dęte są już hiper wyraźne, chrupiące i świeże.

Wysokie tony to tutaj domena przetwornika piezoelektrycznego i słychać, że nie są ani trochę zwyczajne. Bardzo mocno zaznaczone o zdecydowanej i śmiałej prezencji. Iskrzące, świetliste i super efektownie cykające. Wszystko to w imponującej, niemal elektrostatycznej jakości ustępując jedynie gładkością i tym że te w elektrostatach są podane w unikalnie bezwysiłkowy sposób. Soprany w Khanach nie są wyostrzone, ale również nie określiłbym ich szczególnie wygładzonymi - są neutralne. Ostrości i sybilizacja podane w sposób akceptowalny czyli jeśli są obecne w nagraniu to są słyszalne, ale nie silnie odczuwalne i irytujące. Podkreślone soprany potrafią wynaleźć nieczystości i zlepiać się w słabszych realizacjach (zwłaszcza talerze perkusyjne) ale nie jest źle i do bycia bezlitosnym jeszcze trochę brakuje.

Przestrzeń duża choć nie najszersza to głęboka i pojemna z ogromnymi w skali źródłami. Sugestywność holografii, a tak że separacja, przejrzystość i rozdzielczość to najwyższa klasa godna samego krańca klasy TOTL (Top of the Line). Woale i mgiełki jeśli kiedyś jakieś były to zostały zdmuchnięte w niebyt. Bardzo wysoka dynamika i czarne tło również nie budzą wątpliwości że mamy tutaj do czynienia z jednymi z najlepszych słuchawek na świecie. W zależności jak bardzo jesteśmy wytrzymali na ekstremalnie muzyczne przeżycia z wrażenia pozostaje jedynie albo lizać palce albo zmieniać bieliznę.


Typ grania i jego poziom można sprowadzić do raptem jednego słowa, do tego składającego się z jedynie trzech liter i będzie to: WOW. Jest super czysto, bardzo blisko i super angażująco. Nie ma możliwości słuchać sobie relaksacyjnie w tle podczas innych czynności -  Khan, władca na to nie zezwala. Przenosi nas do hiper realistycznego i namacalnego środowiska w którym króluje muzyka. Pełne detali i niesłychanie sugestywne instrumenty dosłownie wyłażą z uszu potęgując uczucie uczestniczenia w jakimś ważnym wydarzeniu. One nie dają najlepszego miejsca na koncercie, one sprawiają, że muzycy to Twoi serdeczni przyjaciele z którymi znacie się jak łyse konie. Bardzo dobrze radzą sobie z większością gatunków, fenomenalne natomiast sprawdzają się w muzyce akustycznej z żywymi instrumentami w skomplikowanych aranżacjach których nie tylko się nie boją co własnie na nich pokazują kto tu rządzi. Muzyka filmowa jest tutaj doskonałym przykładem. Najsłabiej co nie znaczy, że źle brzmiało mi ciężkie gitarowe młócenie. Riffy są rewelacyjnie szczegółowe, ale brakuje mi w nich nieco masy i siły do pełni szczęścia. Nie wiem za to czy słyszałem bardziej piorunująco realistycznie oddany werbel perkusyjny niż to co usłyszałem w Noble. Brzmienie jest drapieżne, ekscytujące, efektowne i super szczegółowe. Nie wydają się specjalnie męczące, ale są dość intensywne więc leniwe odsłuchy na bujanym fotelu raczej odpadają. Muszę przyznać, że dużym osiągnięciem jest w zasadzie brak wpadania w nienaturalność czy wręcz sztuczność przy tak dużym nastawieniu na wyczynowe technikalia. Mocno czuć nastawienie na wyciąganie detali choć przy tym nie sprawiają absolutnie wrażenia suchych i jałowych.


Shure KSE1200 - 1 przetwornik elektrostatyczny
Noble Khan - 1 przetwornik dynamiczny + 4 armaturowe + 1 piezoelektryczny
Oriolus Mellianus - 10 przetworników armaturowych

Porównania:

Oriolus Mellianus (Recenzja) - grubsze, gęstsze, nie tak wyraźne ale też gładsze, łagodniejsze, bardziej masywne. Więcej nie aż tak zdyscyplinowanego i nie tak sprężystego basu. Bardziej przyjazne, mniej wyczynowe zwłaszcza na górze pasma, ze słabszym i nie tak drapieżnym atakiem. Sprawdzają się równie dobrze w każdym gatunku, również podczas dłuższych odsłuchów za to Khany są bardziej efektowne w swoim sugestywnym podejściu czym sprawiają większe wrażenie. Jedne i drugie, choć duże to całkiem wygodne po dobraniu odpowiednich dla siebie tipsów, jednak ze względu na dłuższą i węższą tulejkę przewagę ma Khan. Miękki kabel w Khanach to również spora przewaga użytkowa.

Shure KSE1200 (Recenzja) - równiejsze tonalnie, o większej wadze zwłaszcza na średnicy. Wysokich tonów trochę mniej ale są za to czystsze i sprawiają wrażenie podanych bardziej bezwysiłkowo. Basu trochę więcej, ale lekko utwardzonego i jeszcze szybszego przez co ten z Khanów wydaje się bardziej naturalny. Średnica w Shure równiejsza, bliższa, o naturalniejszych kształtach i masie. Shure operują trochę wyższa skalą dynamiki - różnice między dźwiękami cichymi i głośniejszymi są bardziej wyraźne. Brzmią przy tym mniej drapieżnie, ale wcale nie mniej intensywnie. Mniejsze i wygodniejsze z cieniutką tulejką za to z ciężkim, nieodpinanym kablem i wymagające do działania wzmacniacza.

Final Piano Forte X (Recenzja) - kompletne przeciwieństwo z balansem tonalnym odwróconym o 180 stopni. Piano Forte wydają się słabowite i bardzo niewyraźne w stosunku do Khanów. Aby poczuć magię Finali trzeba dobrać odpowiednie nagranie i pozwolić aby łagodnie nas otoczyło i w delikatny sposób uwodziło. Finale to choć niezapomniana to jednak ulotna i krucha chwila za to Khan przy nich to zastrzyk zakazanej substancji wielokrotnie potęgujący doznania. Wszystko co się liczy odbywa się tu i teraz, a do tego jest większe, mocniejsze i bardziej kolorowe.


Podsumowanie:

Ciągle zadziwia mnie jak szybko oraz prężnie rozwija się segment słuchawek dokanałowych i to do tego stopnia że rynek słuchawek nausznych wydaje się w porównaniu nudny i skostniały. Czołowi producenci prześcigają się w implementacji coraz to bardziej skomplikowanych układów nie bojąc się eksperymentów z udziałem egzotycznych technologii. Idealnym tego przykładem jest własnie Noble Khan w genialny sposób łączący zalety trzech kompletnie innych technologii reprodukcji dźwięku. Bas o iście referencyjnej kulturze, super szczegółowa, pieczołowicie odwzorowana średnica i wysokie tony z przetwornika piezoelektrycznego, wykraczające poza to co możliwe jest do osiągnięcia przy zastosowaniu klasycznych technologii. Wszystko to podane w hiper realistyczny i uber sugestywny sposób sprawia że brzmienie jest niewiarygodnie angażujące i wręcz drapieżne. Wykonanie choć solidne, to nie powalające jak sugerowała by to cena. Całe szczęście jest ona jednak usprawiedliwiana ilością produkowanej adrenaliny podczas słuchania Khan'ów. Jeśli nie dysponujesz odpowiednią ilością gotówki to nie polecam odsłuchów bo to gwarancja przynajmniej kilku nieprzespanych nocy.

Strona producenta: https://nobleaudio.com/en/

Serdecznie dziękuję audiomagic.pl za użyczenie sprzętu do recenzji.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ranking słuchawek dokanałowych IEM

Poniżej znajduje się ranking słuchawek dokanałowych, które miałem okazję przetestować. OGÓLNE WYTYCZNE - Ocenie podlegał wyłącznie dźwięk. - Konkretne numerowane pozycje na liście to moje subiektywne odczucia i kolejność w jakiej bym po nie sięgał. - Sprzęt przypisany do danego działu obiektywnie jest na porównywalnym poziomie. - Cena nie ma wpływu na ocenę, podana jest wyłącznie w celach informacyjnych. - Lista ma charakter rozwojowy i kolejne pozycje będą dodawane w ramach możliwości. - Jestem tylko człowiekiem i mogę się mylić! DEFINICJE POZIOMÓW End Game - słuchawki wyznaczające nowe granice tego co jest fizycznie możliwe Ultra High End - słuchawki ze swoim brzmieniowym charakterem jednak w zasadzie już bez wad - świetne pod każdym względem. High End - w pewnych aspektach brzmienie na poziomie Ultra jednak w innych do tego poziomu brakuje Mid End - po prostu bardzo dobre brzmienie Entry Level - poziom który pozwala już w pełni cieszyć się muzyką be

Ibasso DX160 Recenzja - Mała sensacja

Ibasso wie jak robić dobrze brzmiące odtwarzacze i udowodniło mi to wielokrotnie goszcząc na moim biurku. Wydawać by się mogło, iż sugerując się nazewnictwem i ceną, dzisiejszy bohater to przedstawiciel średniego segmentu odtwarzaczy przenośnych. Dzieli on jednak nieprzyzwoicie dużo elementów z najwyżej pozycjonowanym w ofercie DX220 i to z tymi najważniejszymi włącznie. Poniższa recenzja z jednej strony może wydać się niektórym nudna ponieważ ze względu na ilość podobieństw w większym stopniu będzie opowiadać o różnicach w stosunku do znacznie droższego brata, ale zapewniam że końcowe wnioski okazują się małą sensacją. Wygląd i budowa: Nieduże pudełko, niczym specjalnie się nie wyróżniające. Wraz z odtwarzaczem w pudełku znajdziemy: - silikonowe etui - folie ochronne na ekran - kabel usb Wygląd bardzo prosty i czysty z zaokrąglonymi krawędziami. Jedynym ozdobnikiem jest złoty, głęboko żłobiony potencjometr. Recenzowany egzemplarz jest koloru czarnego, ale w of

Ibasso DC01 Recenzja - Balans z telefonu

Co by było gdyby marka znana z produkcji audiofilskich odtwarzaczy przenośnych wzięła się za projekt miniaturowego daca dedykowanego do smartfonów? Zapewne wzięto by stacjonarną kostkę dac np AKM4493 z możliwością dekodowania plików 32bit/384khz oraz DSD256x, podającą wysoką moc na wyjście zbalansowane 2,5mm. Do tego nowoczesne złącze usb typ-c na 8 żyłowym, plecionym kabelku wysokiej jakości. Niemożliwe powiecie, a jednak to własnie Ibasso DC01. Wygląd i budowa: Malutkie pudełko bo i zawartość symboliczna. Poza samym urządzonkiem, dostajemy jedynie przejściówkę z usb typ-c na tradycyjne duże, komputerowe złącze usb. Obudowa w całości wykonana z satynowego metalu w fikuśnym walco-trójkątnym kształcie. Zarówno wtyczka usb typ-c jak i przejściówka również wykończone są pasującym do siebie metalem. Obydwie części połączone są plecionym, miękkim i miłym w dotyku kabelkiem. Obok gniazdka słuchawkowego znajduje się niebieska dioda sygnalizująca pracę. Spasowanie i użyte materia