Przejdź do głównej zawartości

Empire Ears Legend X Recenzja - Basowe Tsunami


Empire Ears z siedzibą w Stanach Zjednoczonych to jeden ze światowych liderów na rynku słuchawek typu custom i uniwersalnych. Model Legend X dosłownie ledwo co został zdetronizowany z pozycji najwyższego modelu w ofercie co oczywiście nie oznacza, że nagle stał się przeciętniakiem. Konstrukcja hybrydowa z 7 przetwornikami i 10 kierunkową zwrotnicą robi wrażenie jednak największą uwagę przykuwa przetwornik dynamiczny odpowiedzialny za bas określany przez producenta jako Weapon IX Subwoofer. Gdyby to miało okazać się jeszcze za mało zastosowano dwie sztuki na stronę. Tak, Legend X został wyposażony w dwa subwoofery na każdy kanał. Czyżby był to Święty Graal miłośników basu?

Wygląd, budowa i akcesoria:

Pudełko w którym dostarczane są słuchawki prezentuje się okazale i elegancko. Wyżej eksponowane są słuchawki, a poniżej znajduje się szufladka z akcesoriami.



Oprócz słuchawek przy zakupie otrzymujemy:

- szczoteczkę do czyszczenia
- firmową ściereczkę
- naklejki z logo producenta
- tipsy Final Audio E Type wraz z metalowym organizerem
- metalowe, zakręcane etui



Etui jest ciężkie i pięknie obrobione. Dzięki głęboko żłobionemu logo producenta i połyskliwym krawędziom prezentuje się wspaniale. Środek wyścielono miękkim materiałem.



Słuchawki wykonane są z czarnego tworzywa sztucznego. Jedyną ozdobą jest trójwymiarowe logo w formie złotych skrzydeł zatopionych zaraz pod powierzchnią. Doskonałe obrobione, bez żadnych szpar i widocznych miejsc łączenia. Bardzo elegancko choć bez nadmiernych fajerwerków.



Bardzo duże jednak ze względu iż wielkość poszła głównie w grubość nie ma problemu z komfortem. Ergonomicznie wyprofilowane przez co łatwo umieścić je w uszach. Pomimo iż obudowy są wentylowane pasywna izolacja stoi na wysokim poziomie, a w połączeniu z solidną dawką basu nawet bardzo wysokim. Świetnie leżą w uchu jednak przez sporą grubość sporo z niego również wystają. Dzięki niskiej wadze w niczym to nie przeszkadza użytkowo jedynie jeśli ktoś szuka mało rzucających się w oczy słuchawek to Legend X takie nie są. Podczas aplikacji pojawia się wyczuwalny driver flex czyli charakterystyczny szelest przetwornika dynamicznego. Nie jest on bardzo duży czy nieprzyjemny, tym niemniej jest tutaj obecny.


Shure KSE1500, Empire Ears Legend X, Empire Ears Valkyrie, Campfire Vega, Ibasso IT01s

Odpinany, pleciony kabel to nic innego jak doskonały Effect Audio Ares II wyposażony w złącza typu 2 pin. Miękki i bardzo przyjemny w dotyku, w zasadzie pozbawiony efektu mikrofonowego. Wtyk kątowy jest duży i ciężki w stylu industrialnym. Egzemplarz testowy wyposażono w złącze 3,5mm natomiast podczas zakupu można wybrać opcje zbalansowane 2,5mm i 4,4mm.


Brzmienie:

Legend X brzmią jak najwyższej klasy pełnowymiarowy system audio, którego poszczególne elementy dobierane były z pietyzmem przez naprawdę długi czas. Po instalacji w specjalnie zaadoptowanym akustycznie pomieszczeniu ktoś uznał jednak, że zdecydowanie brakuje mu basu i dostawił dwa potężne subwoofery. Czy to źle? Zdecydowanie nie i w końcu również bassheadzi mają słuchawki, które jednocześnie zadowolą ich ilością niskich tonów oraz wyrafinowaną resztą pasma. Legend X to słuchawki mocno basowe i nie ma co owijać w bawełnę, stopień zadowolenia będzie ściśle uzależniony od naszej tolerancji i samego pragnienia dla jak największej ilości niskich tonów. Bardzo odważne strojenie jak na tak wysoką półkę. Często bas jest wręcz ujmowany, aby spotęgować wrażenie większej szczegółowości. Tutaj natomiast zupełnie spuszczono go ze smyczy, aby mógł sobie radośnie pohasać.

Nie mogę się zdecydować czy ilość basu lepiej scharakteryzuje skala podawana w megatonach jak podczas wybuchu nuklearnego czy może w magnitudach skali Richtera używanej do określania siły trzęsień ziemi. Przyjmijmy jednak tę drugą skalę z uwagi iż jest to zjawisko występujące naturalnie w przyrodzie. Najpotężniejsze zarejestrowane trzęsienie ziemi w historii posiada magnitutę 9,5 w owej skali i myślę, że gdyby bas Legend X zmierzyć sejsmografem to mogła by to być już okrągła 10. Czasami po trzęsieniu ziemi występuje również tsunami czyli przemieszczające się ogromne masy wody i tutaj to zjawisko również występuje w tyle że pod postacią powietrznej lawiny nie do powstrzymania.

Bas jest zaokrąglony i bardzo mocno rozbudowany w każdym możliwym kierunku. Bas najniższy jest tak znaczny, że potrafi super wyraźnie mruczeć nawet w nagraniach w których sądziłem, że na dole nic już nie ma. Impakt jest miękki, ale hiper masywny. Ogólnie bas sprawia wrażenie wzmocnionego akustyką pomieszczenia przez co w pewnym stopniu brzmienie zbliża się do koncertowego czy też takiego z kolumn podłogowych. Tracimy przez to jednak po części precyzję samego impaktu. Jest on w pewien sposób rozproszony, a przy tym wszechogarniający.

W związku z jego przepotężną objętością musimy pogodzić się z pewną utratą precyzji i nie ma możliwości, aby nazwać go grzecznym czy dobrze wychowanym. Co prawda tutaj to raczej celowy zabieg, aby sprawiał wrażenie wszechmocnego i zaiste często rozpycha się łokciami kradnąc uwagę. Nawet jeśli nie jest słyszalny, to jest w zasadzie cały czas odczuwalny. Zdarzy mu się zabuczeć i zadudnić choć biorąc pod uwagę z jakim wymiarem mamy do czynienia, w gruncie rzeczy i tak jestem pod wrażeniem jego kontroli. Owszem znam bas o wiele lepiej zdyscyplinowany, ale nie jest on wtedy nawet w połowie tak rozbudowany. Bas Legend X to pretendent do tytułu Mister Olympia. Jest ogromny, robi piorunujące wrażenie, ale ze względu na swoją onieśmielającą masę daleko mu do bycia finezyjnym czy pełnym gracji. Super masywne ilości powietrza, które są tutaj przemieszczane można by już mierzyć w jednostkach astronomicznych.

Empire Ears Legend X i Ibasso DX160

Rewelacyjnie dociążona średnica, pełnokształtna, organiczna i naturalna. Z tyłu za basem, co nie przeszkadza jej w byciu całkowicie wyraźną. Choć ocieplona to przy tym fascynująco wręcz realistyczna. Jest wyrazista i dźwięczna, a jednak słodka, miękka i z wyraźnie dopaloną barwą. Wyraźna i bardzo rozdzielcza jednak podawana z pewnego dystansu wprowadzanego przez wydatny bas. Jeśli chcesz zostać sam na sam na intymnym spotkaniu z wokalistką to lepiej aby śpiewała acapella ponieważ w innym przypadku bas będzie robił tutaj za przyzwoitkę. Pomimo tego, walory oferowane przez średnicę okazują się uwidzicielskie, dźwięczne i melodyjne.

Wysokie tony mimo, że błyskotliwe to lekko kremowe czy też miodowe w barwie. Z całą pewnością wypadają bardzo naturalne bez żadnych sztucznych barwników. Rozciągnięcie bardzo dalekie, czytelność i selektywność wysoka. Oczywiście nie są w stanie przekrzyczeć basu, ale nie mają najmniejszych problemów, aby wyraźnie oznaczyć swoje terytorium. Nie odczułem żadnych skłonności do wyostrzania, a wręcz przeciwnie mamy tutaj gładkość w połączeniu z naturalną dźwięcznością i tak samo naturalnym, a może nawet i trochę podwyższonym ciężarem. Pomimo pozornie łagodniejszej natury nadal potrafią pokazać pazurki, choć bardzo daleko im do bycia nieprzyjemnymi czy wyżyłowanymi.

Przestrzeń bardzo szeroka oraz całkiem głęboka. Doskonała holografia z wyraźną separacją, choć bez specjalnych pokładów powietrza i pustych przestrzeni pomiędzy źródłami. Każdy obszar i zakamarek jest wypełniony basowym nadzieniem. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, iż brzmienie zostało napowietrzone basem. Pomimo tego Legend X okazują się zaskakująco szczegółowe jak na tak dużą ilość niskich częstotliwości. Biorąc pod uwagę orgiastyczną ilość basu są zadziwiająco wyrafinowane i dojrzałe w wyższych partiach. Bas niczego nie przykrywa, a jedynie zwiększa dystans do pozostałych elementów. Wysokiej szczegółowości pomaga również niezwykle imponująca rozdzielczość.

Były by bardzo uniwersalne, gdyby nie potworna ilość basu przez którą ich uniwersalność jest mocno uzależniona od naszej tolerancji dla niskich częstotliwości. Wszystko brzmi w 100% poprawnie z bardzo naturalnym tembrem. Bas jest jednak cały czas obecny i potrafi zmęczyć pojawiając się w miejscach w których nigdy wcześniej nie był słyszalny, towarzysząc nam w zasadzie od pierwszej do ostatniej sekundy każdego nagrania. Żeby pokochać Legend X trzeba kochać bas i mam na myśli naprawdę dużo basu.

Ze swojej strony odradzam łączenie ich ze źródłami ciepłymi które często też posiadają wydatniejszy dół. Legend X stają się wtedy zbyt gęste, duszne, a bas potrafi zacząć się przelewać. Oczywiście kwestia synergii to całkowicie indywidualny wybór, więc taka ich interpretacja może być równie dobrze mile widziana.

Empire Ears Legend X i Sony WM1A

Porównania:

Empire Ears Vantage i Nemesis - wszystkie trzy pary bardzo dużo łączy. Bas jest identyczny we wszystkich, natomiast różnią się wyraźnie tym co znajduje się powyżej. Vantage są najbardziej stonowane, a przy tym gęste, miękkie i przede wszystkim aksamitne. Nemesis natomiast są o wiele jaśniejsze, wyraźniejsze, ostrzejsze i nie aż tak organiczne. Legend X łączy cechy jednych i drugich, będąc gdzieś po środku pomiędzy wyrazistością i jedwabistością. Dokładając do tego najwyższe wyrafinowanie i rozdzielczość.

Campfire Vega (Recenzja) - pomimo iż uważam Vegi za słuchawki mocno basowe, w porównaniu do Legend X wydają się lżejsze. Bas jest szybszy i bardziej zwarty, o celniejszym i twardszym impakcie, ale nie jest już tak imponujący jeśli chodzi o jego ilość i masę zwłaszcza w rejonach basu najniższego. Średnica choć w przyjemnym i spokojnym analogowym wydaniu wydaje się zduszona i przyciemniona. Ta w Legend X jest wyraźniejsza i bardziej dźwięczna. Wysokie tony nie są aż tak wyrafinowane, ani aż tak dobrze rozciągnięte. Scena w Vega jest węższa, rozdzielczość niższa, a rysowany obraz nie jest aż taki szczegółowy ani tak duży w skali jak to co podaje Legend X. Vega jest dwukrotnie tańsza oraz o wiele mniejsza przez co osobom o mniejszych uszach łatwiej będzie uzyskać wyższy komfort. Legend X co prawda są dość duże, ale są ergonomicznie wyprofilowane i komfort również jest wysoki.

Noble Khan (Recenzja) - basu o wiele mniej za to o zdecydowanie bardziej wyczynowych technikaliach. Jest bardziej zwinny, zwarty, lepiej kontrolowany i o celniejszym impakcie. Ten w Legend X wydaje się ociężały, rozpasany, miękki i słabo kontrolowany za to stawia na masę i ilość. Lekko odchudzona średnica z Khana nastawiona na przejrzystość i wyciaganie detali kontra mocno dociążona i pogrubiona z Legend X. Zupełnie dwie różne precentacje. Wysokie tony o wiele łagodniejsze w Legend X, wyrafinowane i całkiem rozdzielcze. Te w Khan o wiele mocniej zaakcentowane, bardzo rozdzielcze, selektywne i efektowne. Khan to bardziej przejrzysty, napowietrzony i bezpośredni sposób prezentacji, a nawet w pewnym stopniu drapieżny. W Legend X jest spokojniej, grubiej, masywniej, głębiej z dużą dawką pewności siebie i przede wszystkim o wiele bardziej basowo. Wielkość oraz komfort bardzo porównywalne, tak samo jak i cena.


Podsumowanie:

Empire Ears Legend X to broń ostateczna miłośników basu. Ich strojenie, a w zasadzie ilość serwowanych tonów niskich, są niesłychane na tym poziomie jakościowym. Ponadto oferują również rewelacyjnie wysublimowane, dojrzałe, naturalne i ocieplone wyższe rejestry. Nie cierpią przy tym na niedobór szczegółowości czy rozmiar sceny. Jeśli posiadasz niezaspokojoną rządzę basu i masz wystarczająco głębokie kieszenie aby sobie na nie pozwolić, to nie wyobrażam sobie nawet co innego mogło by zasługiwać na większą rekomendację.

Strona producenta: https://empireears.com/

Serdecznie dziękuję Audeos.pl za użyczenie sprzętu do recenzji.

Dodatkowo specjalnie dla czytelników został przygotowany kod rabatowy: nervosa5 dający -5% na całą ofertę sklepu.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ibasso DX120 Recenzja - Mniej znaczy więcej

Ibasso kontynuuje odświeżanie portfolio również w niższych progach cenowych i tak po niemal roku od pierwszych zapowiedzi w końcu zmaterializował się DX120. Urządzenie tańsze, uboższe w funkcjonalność oraz wyraźnie mniejsze od krewniaków z wyższymi numerkami, a więc wydawało by się oferujące również niższą jakość dźwięku. Nic bardziej mylnego. Bohater recenzji jest idealnym przykładem że pieniądze nie grają.

Jako że u Ibasso zmiany dźwiękowe wraz ze zmianami oprogramowania to nie nowość, zaznaczam że urządzenie testowałem na oprogramowaniu z numerkiem V2.0.0

Wygląd i budowa:

Wraz z odtwarzaczem w niedużym pudełku znajdziemy:

- kabelek do wygrzewania wyjścia słuchawkowego
- kabel USB
- kod zniżkowy do wykorzystania w sklepie hdtracks.com
- przejściówka z mini jack na coaxial
- ochronna szybka do naklejenia na plecki, z przodu naklejona jest już fabrycznie
- silikonowe etui, a w zasadzie bumper ponieważ nie chroni ani plecków ani ekranu.



Wygląd całkowicie nowatorski z płynnie zaokrąglon…

Ibasso DX220 AMP8 i AMP9 Recenzja - Punkt odniesienia

Ibasso po dwóch latach odsyła na emeryturę swój flagowy odtwarzacz i wprowadza nowość pod nazwą DX220. Technikalia robią wrażenie, bo na pokładzie mamy dwie kości ESS Sabre 9028pro z przeznaczeniem do sprzętu stacjonarnego, 5 calowy ekran dotykowy od Sharpa, 8 rdzeniowy procesor, 4gb ramu, nowoczesny Android 8.1 Oreo, dwukierunkowy Bluetooth 5.0 z LDAC i Aptx, obsługę MQA oraz DSD512. Pozostawiono też możliwość wymiany modułów wzmacniacza, a w zestawie znajduje się nowa konstrukcja AMP1mk2. Imponujące zważywszy że cena pozostała w zasadzie bez zmian w stosunku do poprzednika. No dobrze, ale czy rzeczywiście warto się nim zainteresować?

Wygląd i budowa:

Unboxing w przypadku DX220 to nie lada wydarzenie bo tym razem Ibasso poświęciło opakowaniu więcej uwagi.



Pudełko z fakturą materiału imitującą nieco skórę oraz fikuśnie przecięte pod skosem. Po wysunięciu w efektowny sposób ukazuje nam się odtwarzacz. Jeśli widzieliście filmiki z wypadającymi z pudełek smartfonami podczas nieostrożnego…

Shanling M5s Recenzja - Arbiter elegancji

Do niedawna Shanling był mi kompletnie nie znaną firmą z dalekiego wschodu. Mój pierwszy kontakt z ich najmniejszym odtwarzaczem M0 zrobił na mnie jednak tak pozytywne wrażenie swoim wyrafinowanym brzmieniem iż od razu ustawiłem się w kolejce do testów ich najnowszego i najdroższego zarazem odtwarzacza. Jest to gorąca jeszcze nowość, która debiutuje na rynku dosłownie w tym momencie. Czy Shanling M5s podoła w zatłoczonym już mocno przedziale odtwarzaczy z okolic 2tys zł?

Wygląd i budowa:

Tradycyjne schludne pudełko opisujące główne cechy urządzenia.


Zawartość bardzo uboga bo poza samym odtwarzaczem w środku znajduje się jedynie kabel usb. Co prawda producent oferuje estetyczne etui jako akcesorium, ale moim zdaniem jakieś nawet najprostsze powinno znaleźć się w zestawie fabrycznym.



Bardzo nowoczesny wygląd, wykorzystujący zakrzywione szkło zarówno z przodu jak i z tyłu. Korpus to doskonale obrobiony, matowy metal. Żadnych niedoróbek i ostrych krawędzi. Bardzo solidna całkowicie sztywn…