Przejdź do głównej zawartości

Chord Mojo 2 Recenzja - Kieszonkowy dynamit

Brytyjski Chord nie rozpieszcza nas ilością nowości natomiast, jak już coś wypuszcza to zawsze tworzy tym nie małe zamieszanie. Długo musieliśmy czekać na następcę super popularnego Mojo, ale oto w tym roku ukazał się i on. Pozornie, z zewnątrz Mojo z numerkiem 2 nie przynosi rewolucji jednak zmian w środku jest całkiem dużo zarówno od strony funkcjonalności jak i dźwięku. Ciekawskich czy to ewolucja, rewolucja czy może po prostu zmiana kierunku zapraszam do poniższej recenzji.

Wygląd i budowa:

Malutkie pudełko, niczym specjalnie się nie wyróżniające. W środku poza samym urządzeniem znajduje się jedynie kabel usb który w dodatku jest śmiesznie krótki. Nadaje się jedynie do sprawdzenia czy urządzenie działa i to w zasadzie tylko z laptopem ponieważ jest zbyt krótki aby sięgnąć do gniazd usb w desktopach, a do połączenia z telefonem potrzebna jest dodatkowa przejściówka z innym złączem lub najwygodniej po prostu inny kabel.


Mojo2 zachowuje maleńkie gabaryty poprzednika, a i wygląda oraz zbudowany jest niemal tak samo. W całości wykonany z anodyzowanego i sprawiającego solidne wrażenie metalu. Oczywiście nadal do obsługi i przekazywania informacji służą podświetlane kolorowe kulki tyle, że do opanowania zamiast trzech, mamy ich aż cztery.

Góra - dwa wyjścia słuchawkowe 3,5mm

Lewy bok

Prawy bok - cztery podświetlane przyciski w kształcie kulek

Dół - wejście coaxialne, trzy złącza usb, wejście optyczne

Zawarta w środku technologia to ponownie macierz bramek programowalnych (FPGA), natomiast cała magia odbywa się dzięki własnemu i unikatowemu wykorzystaniu oprogramowania. 

Mojo2 oferuje szereg usprawnień względem poprzednika. Nieco wydłużono czas pracy, nieco zmniejszono temperaturę podczas użycia, nieco skrócono czas ładowania, a to wszystko przy zachowaniu nadal wysokiej mocy na wyjściach słuchawkowych i ekstremalnie niskim poziomie szumów własnych. Dodano również dodatkowe gniazdo usb-c które służy jednak wyłącznie do przesyłu danych i nie można wykorzystać go do ładowania. Szkoda. Zostało ono jak by doklejone w obudowę wystając z niej i dosłownie służąc za czwartą stópkę. Dziwne to dość, ale spełnia swoją funkcję. Miłą nowością jest automatyczny tryb stacjonarny omijający wewnętrzną baterię podczas ciągłego podłączenia pod ładowarkę. Ogólnie, nie są to zmiany rewolucyjne, ale zauważalne i mile widziane. 

Ibasso DX160, Chord Mojo2, Grace Design m9XX, Sony WM1A

Funkcje:

Mojo2 to przenośny dac/amp, a więc by usłyszeć muzykę potrzebujemy czegoś w roli źródła który zasili je cyfrowym sygnałem. Nie ma możliwości aby przyjął sygnał analogowy z innego daca i działał w trybie samego wzmacniacza. Ze względu na swoją budowę nie ma wydzielonej osobnej sekcji wzmacniającej.

Do obsługi służą świecące kulki, które zmieniają barwę informując nas o różnych statusach. Intuicyjność obsługi w zasadzie nie istnieje więc bez pilnego studiowania instrukcji się nie obejdzie. Próbowałem bez niej i poległem. Jak już się jednak człowiek dokształci to wszystko nabiera sensu i nie sprawia większych problemów.

Nowość w Mojo2 to DSP na który składa się kontrola tonów i crossfeed. Chord twierdzi, że to pierwszy na świecie bezstratny procesor dźwięku. Zakresów kontroli tonów są jedynie cztery, a więc nie można traktować ich w formie klasycznego equalizera parametrycznego. Działają one w dość szerokim spektrum więc trudniej będzie o zmiany w jakimś konkretnym wąskim zakresie pokroju usunięcia górki czy aplikacji rozbudowanych profili. W Mojo2 kontrolę tonów można używać w celu bardziej ogólnej zmiany balansu tonalnego. Na plus na pewno warto zaliczyć iż nie zmniejsza on nam głośności co jest dosyć częstym zabiegiem stosowanym w celu uniknięcia przesterów. Uruchamiając DSP w Mojo2 nie czuję też przykładowo zmniejszenia dynamiki tak, że implementacja stoi według mnie na wysokim poziomie choć przyznaje iż nie jestem ekspertem w tej dziedzinie.

Crossfeed natomiast działa nieco inaczej niż zazwyczaj. Zwykle czuć wyraźne połączenie kanałów co zawęża scenę dodając głębi. Tutaj w pewnym stopniu również, ale szczerze mówiąc to przy okazji bardzo wyraźne zagęszcza się również przekaz. Na trzecim poziomie dostajemy już wręcz gęsty zlepek dźwięków. Analogowy crossfeed z przykładowo Grace Design m9XX działa moim zdaniem lepiej mimo iż posiada tylko jeden poziom.

Chord Mojo2 i Focal Clear

Brzmienie:

Urządzenia Chord'a nie są mi obce ponieważ przetestowałem już wcześniej zarówno pierwsze Mojo (Recenzja) jak i Hugo 2 (Recenzja). Ten pierwszy pomimo wysokiej rozdzielczości nie celował w bycie referencyjnym. Oferował brzmienie pogrubione, nieco upraszczając kompozycje skupiał się mocniej na jednych elementach nieco spychając do tyłu inne. Przestrzeń nie była specjalnie imponująca jednak pomimo swojego charakteru lub własnie dzięki niemu potrafił czarować wydobywając spore pokłady muzycznej esencji. Ten drugi czyli Hugo 2 natomiast w pogoni za techniczną perfekcją nieco zatracał luz i muzyczną radość. Bycie perfekcjonistą natomiast wyszło mu za to popisowo, bo pomimo iż minęły już trzy lata nadal nie słyszałem niczego przenośnego co mogło by mu zagrozić. Rozdzielczość, szczegółowość, wielkość obrazów, precyzja czy kontrola dosłownie zapierały dech w piersiach. Gdzie w takim razie wpasowuje nam się Mojo2? 

Najnowszy, mały Chord przez ostatnich kilka lat najwyraźniej uczęszczał na korepetycje pod czujnym okiem Hugo2. Jego postura zmieniła się do tego stopnia iż pewne pokłady sadełka zostały zastąpione prężnymi muskułami. Nadal czuć iż korzenie posiadają podobne jednak zamienił się on już w dorodnego osiłka. Jego charakter określiłbym tym samym, jako nie tylko neutralny, a już wręcz techniczny choć nadal naturalny bez śladów chłodu czy analityczności. Nie pogrubia już tak niektórych elementów, tylko ma na tyle siły że wszystko oddaje w sposób dosadny i pełnym werwy. Co ważne jednak, zupełnie nie pogrubionym. Dużą mamy tu fizykalność każdego elementu, a dźwięki wydają się  solidnie doważone i nieoszukane. Mojo2 gra solidnie, wręcz dobitnie, ale nie idzie w kierunku masywności. Bryły nie tylko nie są powiększone, a wręcz nieco skondensowane i sfokusowane. Posiadają przy tym bardzo wyraźny obrys dzięki czemu obłędnie wyróżniają się ponad ekstremalnie czarnym tłem. Czuć ogromne pokłady energii, muzyka i rytm płyną szybko jednak nie odbija się to kosztem nadmiernego skracania wybrzmień. Po części to właśnie dzięki temu pomimo imponującej techniki brzmienie nadal zachowuje cechy naturalnego i nasyconego.

Chord Mojo2 i Sivga P-II

Bas jest mocny, celny, raczej twardszy jakby solidnie nabity choć nadal sprężysty oraz plastyczny jednak najniższe pomruki są nieco osłabione. Co ciekawe Mojo2 ogólnie gra dosyć mocno przez co nie zwróciłem na to uwagi i zupełnie nie odczuwałem żadnych niedoborów. Wspominam o tym tylko dlatego, iż dopiero w bezpośrednich porównaniach zauważyłem, że urządzenia grające pozornie lżej i nie tak dosadnie potrafiły łatwiej zaznaczyć obecność najniższego basu. 

Wokale odtwarzane są bardzo wyraziście, ale bez zgryźliwości i syczenia. Nie są słodkie ani też Mojo2 jakieś dźwięczności do nich sam od siebie nie dokłada. Brzmią bardzo realistyczne, ludzko i prawdziwie choć tak jak wspomniałem nie są ani subtelne ani przymilne. Wierność, kontrola czytelność ale też i gładkość to cechy które najlepiej opisują moim zdaniem średnicę. 

Bezpiecznie zestrojone wysokie tony. Bardzo rozdzielcze, bardzo ładnie wykończone, ale nie błyskotliwe i nie jest to ostatnie słowo w kwestii powietrza. Zestrojone podobnie jak najniższy bas na tyle, że nie czuć braków bez bezpośrednich porównań. Dzięki takiemu zabiegowi mocniej czuć, o tak przede wszystkim właśnie czuć pozostałą część pasma. Proszę też mnie opatrznie nie zrozumieć. Mojo2 nie jest średnicowy, jedynie odjęto kilka procent na samej górze i na samym dole. Nadaje to fajny analogowy klimat który kojarzy mi się nieco z kasetą magnetofonową. Połączenie jednak niesamowicie czarnego tła, rozdzielczości oraz ogólnie dużej czystości o których analogowe formaty mogły jedynie pomarzyć z tym analogowym posmakiem wywołuje dreszcze ekscytacji. Tym bardziej, iż Mojo2 podaje dźwięk z bardzo bliska i bardzo bezpośrednio. Mówi się czasami, że "dźwięk jest na wyciągnięcie ręki", a tutaj nawet nie trzeba ruszać ręką aby puls muzyki nas przeniknął.

Chord Mojo2 i Shure KSE1200

Jak już napomknąłem o czarnym tle to pociągnijmy to dalej i wspomnijmy również o kilku innych cechach, które na wyróżnienie zasługują. Mojo2 pomimo iż posiada mocny obrys źródeł pozornych ogólnie jest przy tym zaskakująco gładki. Gdy w nagraniu zawarto ostrości w postaci na przykład sybilizacji Mojo2 z całych sił stara się je utemperować tak że dochodzą do nas ich ledwie zauważalnie echa. O tyle jest to zaskakujące, że Chord'a w żadnym razie nie nazwałbym wygładzonym. On jedynie jakby pilnikiem usuwa nieprzyjemne drzazgi pozostawiając nadal ostre acz już gładkie powierzchnie. Bardzo mi się to podoba. Ekstremalnie czarne tło tworzy fajny klimat, taki intymny, sam na sam z muzyką. Czarne tło nie tylko jest uber ciemne, ale wręcz dźwięki wydają się być od niego odseparowane. Zupełnie jakby unosiły się ponad nim co jest o tyle magiczne jak dużo te dźwięki przecież tutaj ważą. Piorunujące wrażenie to robi, gdy utwór bardzo powoli się rozpoczyna i najpierw dosłownie czuć pustkę, jak by próżnię z której powoli wyłaniają się narastające dźwięki aby bardzo wyraziście odciąć się od tła w kulminacyjnym momencie. Imponujące. Tam gdzie inne źródła pięknie malują muzyczny obraz na płótnie tam Mojo2 tworzy wręcz płaskorzeźbę, dodając tym dodatkowy wymiar muzyce. 

Mojo2 gra prześwietnie z dużą dynamiką, wagą i precyzją bez popadania w przesadyzm na tych polach co mogło przeszkadzać na dłuższą metę w Hugo2 na ten przykład. Rozdzielczość i czystość stoją na super wysokim poziomie. Czy Mojo2 ma w takim razie jakieś dźwiękowe wady? Moim zdaniem nazwanie tego wadą to przesada, ale wielkość przestrzeni czy ogólny rozmach kreowanych obrazów o ile są wyraźnie lepsze niż w pierwszym Mojo to nadal konkurencyjne rozwiązania potrafią więcej. Mojo2 posiada na tyle dużą przestrzeń iż wszystko się ładnie na scenie mieści jednak nie układa źródeł na wielu planach i płaszczyznach. Charakter przestrzeni jest bardziej studyjny niż koncertowy choć podkreślam, przestrzeń nie jest mała więc ciężko traktować to jako minus. Może też mógłby czasami spróbować zagrać subtelniej, bardziej romantycznie, a mniej intensywnie? Nie, naprawdę nie potrafię wymyślić niczego więcej co zdaje się tylko potwierdzać brzmieniową klasę.

Z uwagi na raczej neutralny charakter Mojo2 dogaduje się świetnie z szeroką gamą słuchawek. Zaznaczę jednak, że w połączeniu ze słuchawkami z podobną czyli mocną i do przodu manierą grania na dłuższe odsłuchy całość może wydać się nieco zbyt ofensywna. Nadzwyczaj dobrze natomiast mały Chord sprawdza się z elektrostatami, które to z natury grają raczej delikatnie i eterycznie. Mojo2 nadziewa je większą dobitnością bez pogrubiania, a więc z zachowaniem niesamowitej szczegółowości.

Chord Mojo2 i Sony IER-Z1R

Porównania:

Ibasso DX160 (Recenzja) - Mojo2 gra bliżej, trochę bardziej wyraziście, z lepszą separacją źródeł od tła, wręcz ma się wrażenie że instrumenty znajdują się w próżni albo w jakimś ekstremalnie wygłuszonym studiu nagraniowym. DX160 jest minimalnie grubszy i odrobinę mniej kontrolowany. Trochę dalej jest pierwszy plan, ale też gra bardziej obszernie - szerzej i dalej. DX160 nie jest aż taki gładki jak Mojo2, przez co wydaje się trochę bardziej pieprzny, ale i przez to ekscytujący. DX160 sprawia wrażenie też nieco bardziej miękkiego oraz posiada więcej basu. Ogólnie sprawia wrażenie grającego nieco luźniej gdzie Mojo2 jest twardszy, mocniej zwarty. Mojo2 gra moim zdaniem bardziej technicznie i neutralnie natomiast DX160 określiłbym może jeszcze nie bardzo ale już ocieplonym, bardziej miękkim i masywniejszym z nieco większym i bardziej kolorowym dźwiękiem. Obydwa są bardzo muzykalne, ale każdy na swój sposób.

Grace Design m9XX - gra trochę bardziej blado, z mniejszym impaktem, z nie aż tak smoliście czarnym tłem jaki mamy w Mojo2, a źródła nie posiadają aż tak mocnego obrysu ani takiej wagi. Makrodynamika jest mniejsza, ale za to w Grace dynamika w skali mikro wydaje się nieco lepsza - Grace nie potrafi zagrać aż tak dosadnie jak Chord, ale też Chord nie potrafi zagrać tak subtelnie jak Grace. Jednocześnie m9XX rysuje obraz nieco większy, z większą przestrzenią, z większą ilością powietrza. Sprawia wrażenie grającego całościowo, nie kładzie akcentu na żaden konkretny element gdzie Mojo2 gra bardziej selektywnie i po prostu mocniej. Grace zdaje się mieć szerzej rozciągnięte pasmo z mniejszym impaktem, ale odczuwalnie niżej schodzącym basem i wyżej zaznaczoną górą. Mojo2 gra mocniej sfokusowanym, bardziej skondensowanym i dosadniejszym dźwiękiem. Grace gra dźwiękiem spokojniejszym, mniej emocjonalnym. Obydwa jednak umieściłbym w gronie urządzeń grających neutralnie i technicznie tyle że w sposób naturalny niewyżyłowany bez sztuczności, a nie do bólu analityczny.

Sony WM1A (Recenzja) - posiada zdecydowanie więcej basu opartego na subbasie który zdaje się nam wręcz buzować gdzieś pod stopami. Ogólna tonacja wydaje się nieco przyciemniona, a pierwszy plan znajduje się dalej niż w Mojo2 chociaż ani w jednym ani w drugim nie czuć żadnych mgiełek i woali. WM1A posiada więcej wysokich tonów, które nie są aż tak czyste, a bardziej iskrzące. Są efektowne ale bardziej wierny wydaje się tutaj Mojo2. Średnica w Sonym wydaje się nieco odsunięta, a ta w Mojo2 jest bliższa jednak gdy damskie wokale zaczynają wchodzić w wyższe oktawy tak to Sony okazuje się oddawać je mocniej i bliżej. Ogólny charakter średnicy w Sonym jest zdecydowanie bardziej słodki i dźwięczny niż w Mojo2. Sony gra mocniej planami przez co wydaje się grać obszerniej mimo że nie tworzy większych źródeł. Mojo2 zdaje się bardziej neutralny i uczciwy natomiast WM1A to już pochlebca grający naturalnie, ale po swojemu nieco ciemniej z mocnym i niskim basem, akcentem na dźwięczne damskie wokale oraz dodającej pikanterii iskrzącej wysokiej górze pasma.

Podsumowanie:

Chord Mojo2 okazuje się być świetnym urządzeniem. Nie jest aż tak czarujący jak poprzednik, ale znacząco podnosi ogólną jakość brzmienia czym zbliża się do o wiele droższego Hugo2 jednocześnie będąc od niego bardziej muzykalnym. Myślę, że wiele osób czekało na coś pomiędzy i dokładnie to Mojo2 dostarcza. Oprócz tego, dodano wysokiej jakości cyfrowy procesor dźwięku w postaci crossfeedu i kontroli tonów, poprawiono czas pracy i skrócono czas ładowania oraz przede wszystkim nie okupiono tego znaczącą podwyżką ceny co zasługuje na ogromną pochwałę. Mojo2 to bardzo solidne rozwinięcie pierwotnej koncepcji i łatwa rekomendacja z mojej strony.

Strona producenta: https://chordelectronics.co.uk/




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ranking słuchawek dokanałowych IEM

Poniżej znajduje się ranking słuchawek dokanałowych, które miałem okazję przetestować. OGÓLNE WYTYCZNE - Ocenie podlegał wyłącznie dźwięk. - Konkretne numerowane pozycje na liście to moje subiektywne odczucia i kolejność w jakiej bym po nie sięgał. - Sprzęt przypisany do danego działu obiektywnie jest na porównywalnym poziomie. - Cena nie ma wpływu na ocenę, podana jest wyłącznie w celach informacyjnych. - Lista ma charakter rozwojowy i kolejne pozycje będą dodawane w ramach możliwości. - Jestem tylko człowiekiem i mogę się mylić! DEFINICJE POZIOMÓW End Game - słuchawki wyznaczające nowe granice tego co jest fizycznie możliwe Ultra High End - słuchawki ze swoim brzmieniowym charakterem jednak w zasadzie już bez wad - świetne pod każdym względem. High End - w pewnych aspektach brzmienie na poziomie Ultra jednak w innych do tego poziomu brakuje Mid End - po prostu bardzo dobre brzmienie Entry Level - poziom który pozwala już w pełni cieszyć się muzyką be

Ibasso DX300 Recenzja - Zmiana warty

Ibasso w porównaniu do części swojej konkurencji nie wypuszcza DAPów, ani aż tak wielu, ani aż tak często. Kolejne ich modele, zwłaszcza te flagowe zawsze powodują jednak spore zamieszanie na rynku. Tym razem zamieszanie jest dodatkowo o tyle większe, iż zmian DX300 wprowadza naprawdę wiele. Począwszy od bardzo unikatowej architektury odpowiadającej za sferę audio, przez nowy procesor i na nowym brzmieniu kończąc. Nowości jest więc bez liku. Nie omieszkałem sprawdzić jak to wszystko wypada w praktyce i tym samym zapraszam do recenzji Ibasso DX300. Wygląd i budowa: Nieduże pudełko z zewnętrzną wsuwką. Otwierające się i efektownie prezentujące odtwarzacz. Wraz z odtwarzaczem w pudełku znajdziemy: - etui - kabel usb - kabel coaxialny - ochraniacz ekranu - kabel do wygrzewania Wygląd z jednej strony bardzo klasyczny z zaokrąglonymi rogami, ale upiększony jedną z krawędzi poprowadzoną pod kątem. DX300 jest duży i dość ciężki chociaż i tak lżejszy niż można by się spodziewać. Na prawej, kąto

Sivga P-II Recenzja - Żywiołowy romantyk

Jeśli marka Sivga nic Ci nie mówi, to nie czuj się źle ponieważ dla mnie to również nowość i egzotyka. Występuje już jednak na rynku kilka innych modeli słuchawek, bardzo podobnych do siebie i wyposażonych w ten sam przetwornik przykładowo Blon B20 czy Sendy Aiva jednak każde z nich ponoć nieco się od siebie różnią strojeniem. Nie słyszałem pozostałych odmian, więc nie wiem czy i na ile są do siebie podobne. W ręce wpadły mi Sivga P-II i to ich dotyczy poniższy opis, a opisywać zdecydowanie jest tutaj co. Wygląd, budowa i akcesoria:   Nieduże, bardzo zwyczajne pudełko z prostą grafiką. Razem ze słuchawkami otrzymujemy: - Kabel zbalansowany 4,4mm oraz przejściówkę na 3,5mm w tekstylnym woreczku - Sztywne etui do transportowania i przechowywania słuchawek Kabel pleciony, zakończony złączami 2,5mm do słuchawek oraz 4,4mm do źródła. Przypomina bardziej kabel od słuchawek IEM. Przyjemny w dotyku, miękki i giętki. Dodatkowo otrzymujemy tak samo wykonaną przejściówkę do jacka 3,5mm. Sztywne e