Przejdź do głównej zawartości

Oriolus Mk2 MkII Recenzja - Grzeszna przyjemność


Oriolus to młodziutka firma rodem z Japonii. Głośno zrobiło się o niej kilka lat temu po wprowadzeniu modelu Oriolus Mk2, który tak się składa jest bohaterem poniższej recenzji. Jako reprezentant modeli hybrydowych czyli połączenia przetwornika dynamicznego z armaturowymi zebrał on pochwały jako modelowy przykład zalet tego rodzaju słuchawek. Oriolus do niedawna był jednak jedną z wielu trudno dostępnych, egzotycznych marek z drugiego końca świata bez europejskiej dystrybucji, czy nawet strony internetowej w zrozumiałym języku. Jako że stały się niedawno dostępne w Polsce, czas nadrobić zaległości.

Wygląd, budowa i akcesoria:

Słuchawki dotarły do mnie w wersji testowej, bez akcesoriów nie licząc skórzanego paseczka do spięcia kabla.


Z tego co udało mi się ustalić przy zakupie w pudełku znajdziemy dodatkowo:

- klips do mocowania kabla do ubrania
- 1 para pianek
- 6 par silikonowych tipsów
- narzędzie do czyszczenia słuchawek
- aluminiowe etui ochronne


Bardzo duże, miłe w dotyku akrylowe obudowy. Kolor to głęboka czerń odbijająca światło jak obsydian. Jedyną ozdobą jest złota, trójwymiarowa nazwa producenta zatopiona pod powierzchnią. Choć prosto to bardzo elegancko i dyskretnie przyciągają oko. Obudowy sprawiają wrażenie jednolitego elementu i nie mogę się w nich dopatrzyć żadnych szpar czy punktów łączenia. Zarówno wykonanie jak i wygląd budzą respekt i przyśpieszają bicie serca.



Mk2 (bardzo chwytliwa nazwa, nie ma co) są bardzo duże oraz posiadają krótką i bardzo grubą tulejkę z trzema osobnymi kanałami dźwiękowymi dlatego nie ma co próbować nawet ich głęboko wpychać. W moim przypadku najlepiej sprawdziło się użycie nieco większych niż zazwyczaj tipsów i bardzo płytka aplikacja. Słuchawki dość szczelnie wypełniają ucho oraz odrobinę wystają jednak nic nie uwiera i nie powoduje specjalnego dyskomfortu nawet przy wielogodzinnych odsłuchach. Izolacja od otoczenia jest przeciętna, wystarczająca do spokojnych odsłuchów w podróży, ale do liderów w tym temacie im daleko. Dla osób wrażliwych ważną informacją może być że występuje niezbyt intensywny driver flex przy aplikacji czyli słyszalny, charakterystyczny szelest uginającego się przetwornika dynamicznego.


Odpinany, pleciony oraz dodatkowo w przeźroczystym oplocie kabel wyposażono w złącza typu 2pin przystosowane do wycofanych gniazd ponieważ takie odnajdziemy w Oriolusach. Jest bardzo przyjemny w dotyku i niezbyt ciężki ale bardzo sztywny, dzięki temu bardzo trudno się plącze jednak wymusza więcej uwagi przy prowadzeniu kabla. Efekt mikrofonowy jest wyczuwalny, choć w większym stopniu minimalizowany prowadzeniem kabli za uszami. Uwagę przykuwają i budzą szacunek mini jack, trójnik i ściągacz wykonane z drewna.


Brzmienie:

Dużo dobrego o nich słyszałem i niekiedy bywa tak, że obiecując sobie zbyt wiele sprzęt nie zawsze potrafi się obronić. Oriolus Mk2 napędza 10mm przetwornik dynamiczny oraz trzy przetworniki armaturowe na stronę i muszę przyznać że Oriolusy nie zaskoczyły mnie na siłę udziwnionym balansem tonalnym za to obroniły się bardzo łatwo oferując dokładnie to czego od prawidłowo zestrojonej hybrydy bym oczekiwał. Są bezpretensjonalne i zabawowe oferując konkretne możliwości techniczne nie oglądając się zupełnie na to co poprawne i właściwe. Mógłbym napisać że mają za mało wysokich tonów czy za dużo basu, który do tego charakterem nie przypomina ani trochę referencyjnego, ale kurcze blaszka na nich się tak dobrze słucha muzyki że ich niereferencyjne strojenie kompletnie mi w niczym nie przeszkadza. Tutaj nie ma relaksu ani tajemniczości. Tutaj się po prostu słucha muzyki z temperamentem i ekspresyjnością.


Aune E1, Shozy BG, Campfire Vega, Oriolus mk2, Ibasso IT01s

Mk2 zdecydowanie mają na czym siedzieć i będą podobać się wielbicielom pełniejszych kształtów. Bas jest pod pompowany gabarytowo jak atleta po porannej wizycie na siłowni i charakterem przypomina taki serwowany z subwoofera, ale w pozytywnym znaczeniu. Jest sprężysty, wybrzmiewający z udzielającymi się słuchaczowi pozytywnymi wibracjami do tego ani za twardy ani za miękki. Tąpnięcie na dole jest mocne zahaczając o tektoniczne drgania, a impakt jest imponujący i masywny. Można się już pokusić o nazwanie basu nieco monumentalnym, tyle że nie ze względu na jego ilość która wcale nie jest jakaś ekstremalna, a na jego oblicze. Jest duży, mocny, bez zahamowań i z dużą ilością powietrza co jest bardzo rzadkim określeniem w przypadku basu. Mógłby być bardziej zwarty bo zdarza mu się wyskoczyć poza linię przy kolorowaniu, ale z drugiej strony komu to przeszkadza skoro w żadnym momencie nie nachodzi na średnicę. Robi swoje bez skrępowania i kompleksów wewnątrz swojej przestrzeni nigdy nie przejmując przywództwa.

Mocno wyeksponowana średnica, która pomimo basowych zapędów nie daje sobie w kaszę dmuchać i doskonale się z nim balansuje. Leciutko ocieplona jednak głównie wyrazista, kolorowa i żywa, a nawet już trochę zawadiacka. Doskonale doświetlona i trochę pogrubiona, a jednocześnie dźwięczna i błyskotliwa. Na szczęście nie przesadzono z podkręceniem kolorów i nie jest zbyt jaskrawo. Nie wiem jak to zostało osiągnięte bo zupełnie nie posiada wyostrzeń choć nie brzmi ani miękko ani ze zbytnią ogładą. Krawędzie są wyraźnie zarysowane i podlane piękną barwą. Zdecydowanie nie jest subtelnie, zagadkowo i mistycznie, a w zamian za to jest soczyście, trochę słodkawo, jędrnie, świeżo, chrupiąco i wdzięcznie.

Wysokie tony dodają od siebie migotliwe refleksy, ale nigdy nie przykuwają nadmiernej uwagi. Jest ich tak w sam raz aby jeszcze nie powiedzieć że są wycofane, ale z całą pewnością nie przekazują dużych pokładów informacji. Soprany są wyraźne, całkiem rozdzielcze jednak nieofensywne i bez zbytecznego blasku. Przypominają mi dobrego i  grzecznego ucznia, który kiedy potrzeba to zna dobrą odpowiedź na zadane pytanie, ale nie przeszkadza na lekcji i nie odzywa się nie proszony. Wysokie tony nie są priorytetem i stanowią tutaj jedynie klasowe wykończenie.


Oriolus Mk2 to nie jest pretensjonalne brzmienie wymagające wysmakowanego podniebienia. Jest mocno, muskularnie i na wypasie czyli czysta rozrywka na najwyższym poziomie. Skupiają się na pozytywach nagrań i ich głównych elementach zupełnie jakby łapały nas za policzki i przekręcały głowę mówiąc: "tamto nie ważne, patrz tu!" i w istocie jest na co popatrzeć. Świetnie oddana stopa perkusyjna, nieprzenikalna ściana dźwięków przy gitarach elektrycznych, pełne ikry wokale zarówno damskie jak i męskie oraz obecne, ale nie przejmujące inicjatywy talerze perkusyjne. Krótko mówiąc stworzone do ostrzejszych gatunków. Oddają perfekcyjnie rockową zadziorność, energię i pazura jednak nie karzą przy tym ostrościami i niedoskonałościami realizacji. Całościowo brzmienie określiłbym mianem rozrywkowego, rubasznego i dającego multum radości. Danie zdecydowanie mięsne i do tego tłuste.


Przestrzeń wielkościowo dobra, sprawia wrażenie całkiem pojemnej z dużymi i kształtnymi instrumentami i z konkretną holografią. Granie planami zasługuje na dużą pochwałę pięknie układając warstwę po warstwie. Brzmienie jest bezpośrednie, ale nie rzucane na twarz. Podawane blisko, ale z zachowaniem bezpieczeństwa. Separacja bardzo dobra, przejrzystość również niczego sobie. Mk2 są całkiem szczegółowe chociaż skupiają się bardziej na energicznym przekazie niż na rozkładaniu kompozycji na czynniki pierwsze. Rozdzielczość bardzo wysoka choć nie zadziwiająca. Nie wyciągają audiofilskiego planktonu, za to rysują instrumenty w powiększonej skali z imponującą doniosłością. Dynamika nie zachwyca, ale jest nadal dobra i wszystko brzmi dosadnie, mocno i pasjonująco. Rewelacyjnie radzą sobie z gorszymi realizacjami i ostrzejszą muzyką.


Porównania:

Noble Django (Recenzja) - podobny cel z nastawieniem na przyjemność, ale różne technologie i różne efekty. Django są spokojniejsze, bardziej wyrafinowane, równiejsze, gęstsze jednak nie aż tak żywiołowe, efektowne i wyraziste. Mniej basu choć o mocnym impakcie, ale nie aż tak niskim zejściu, lekko zagęszczona niższa średnica i podkreślone damskie wokale. W Oriolusach bas o kompletnie innej charakterystyce podawany jest bardziej obficie jak i również średnica jest mocniej doświetlona. Ilościowo trochę więcej wysokich tonów w Oriolusach i sięgają również odrobinę dalej. Gabarytowo duże, ale o innym kształcie, komfort na porównywalnym poziomie, tak samo jak wykonanie na wysokim poziomie w obydwu modelach.

Campfire Vega (Recenzja) - więcej ekspansywnego basu, a w kontekście wycofanej i zduszonej średnicy, nawet o wiele więcej z mocniejszym i twardszym impaktem. Jak już przy średnicy jesteśmy to ta w Oriolusach jest o wiele bliższa i bardziej wyraźna. W Vegach trzeba się w nią wsłuchać aby usłyszeć że nadal tam jest i to wcale niczego sobie z analogowym posmakiem. Wysokie tony w Vega sięgają wyżej i dalej jednak potrafią być przy tym ostrzejsze. Przestrzeń szersza w Campfire jednak ta w Oriolusach sprawia wrażenie pojemniejszej i głębszej. Vega są o wiele mniejsze, ale cięższe bo niemal w całości z odlewanego metalu.

Fiio FH5 (Recenzja) - pomimo że Oriolusy w żadnym wypadku nie są równe tonalnie to w porównaniu do Fiio takie się wydają nie tworząc aż tak dużych różnic w każdym paśmie. FH5 oferują wysoki poziom jakościowy jednak o specyficznym strojeniu przez co nie są moim zdaniem uniwersalne gatunkowo. Oriolusy są żywsze, jaśniejsze i bardziej efektowne jednocześnie zachowując o wiele większą uniwersalność i wcale nie będąc bardziej męczącymi.


Podsumowanie:
Nie mogę powiedzieć że Oriolus Mk2 mnie zaskoczyły ponieważ co nieco o nich przez lata przeczytałem. Mogę za to powiedzieć że zaspokoiły moje wygórowane wymagania. Wysokiej klasy brzmienie to ni mniej, ni więcej kwintesencja tego jak moim zdaniem powinna prezentować się technologia hybrydowa. Jest więc mocno, efektownie, szczegółowo, muzykalnie i wyraziście. Są do tego bardzo eleganckie z wyglądu choć niepozbawione dyskretnego efektu wow, świetnie wykończone i z nieprzesadzoną ceną. Bardzo atrakcyjna i uniwersalna propozycja z kraju kwitnącej wiśni.

Strona producenta: https://www.en.oriolus.jp/

Serdecznie dziękuję AudioHeaven.eu za użyczenie sprzętu do recenzji.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ranking słuchawek dokanałowych IEM

Poniżej znajduje się ranking słuchawek dokanałowych, które miałem okazję przetestować. OGÓLNE WYTYCZNE - Ocenie podlegał wyłącznie dźwięk. - Konkretne numerowane pozycje na liście to moje subiektywne odczucia i kolejność w jakiej bym po nie sięgał. - Sprzęt przypisany do danego działu obiektywnie jest na porównywalnym poziomie. - Cena nie ma wpływu na ocenę, podana jest wyłącznie w celach informacyjnych. - Lista ma charakter rozwojowy i kolejne pozycje będą dodawane w ramach możliwości. - Jestem tylko człowiekiem i mogę się mylić! DEFINICJE POZIOMÓW End Game - słuchawki wyznaczające nowe granice tego co jest fizycznie możliwe Ultra High End - słuchawki ze swoim brzmieniowym charakterem jednak w zasadzie już bez wad - świetne pod każdym względem. High End - w pewnych aspektach brzmienie na poziomie Ultra jednak w innych do tego poziomu brakuje Mid End - po prostu bardzo dobre brzmienie Entry Level - poziom który pozwala już w pełni cieszyć się muzyką be

Ibasso DX300 Recenzja - Zmiana warty

Ibasso w porównaniu do części swojej konkurencji nie wypuszcza DAPów, ani aż tak wielu, ani aż tak często. Kolejne ich modele, zwłaszcza te flagowe zawsze powodują jednak spore zamieszanie na rynku. Tym razem zamieszanie jest dodatkowo o tyle większe, iż zmian DX300 wprowadza naprawdę wiele. Począwszy od bardzo unikatowej architektury odpowiadającej za sferę audio, przez nowy procesor i na nowym brzmieniu kończąc. Nowości jest więc bez liku. Nie omieszkałem sprawdzić jak to wszystko wypada w praktyce i tym samym zapraszam do recenzji Ibasso DX300. Wygląd i budowa: Nieduże pudełko z zewnętrzną wsuwką. Otwierające się i efektownie prezentujące odtwarzacz. Wraz z odtwarzaczem w pudełku znajdziemy: - etui - kabel usb - kabel coaxialny - ochraniacz ekranu - kabel do wygrzewania Wygląd z jednej strony bardzo klasyczny z zaokrąglonymi rogami, ale upiększony jedną z krawędzi poprowadzoną pod kątem. DX300 jest duży i dość ciężki chociaż i tak lżejszy niż można by się spodziewać. Na prawej, kąto

Sivga P-II Recenzja - Żywiołowy romantyk

Jeśli marka Sivga nic Ci nie mówi, to nie czuj się źle ponieważ dla mnie to również nowość i egzotyka. Występuje już jednak na rynku kilka innych modeli słuchawek, bardzo podobnych do siebie i wyposażonych w ten sam przetwornik przykładowo Blon B20 czy Sendy Aiva jednak każde z nich ponoć nieco się od siebie różnią strojeniem. Nie słyszałem pozostałych odmian, więc nie wiem czy i na ile są do siebie podobne. W ręce wpadły mi Sivga P-II i to ich dotyczy poniższy opis, a opisywać zdecydowanie jest tutaj co. Wygląd, budowa i akcesoria:   Nieduże, bardzo zwyczajne pudełko z prostą grafiką. Razem ze słuchawkami otrzymujemy: - Kabel zbalansowany 4,4mm oraz przejściówkę na 3,5mm w tekstylnym woreczku - Sztywne etui do transportowania i przechowywania słuchawek Kabel pleciony, zakończony złączami 2,5mm do słuchawek oraz 4,4mm do źródła. Przypomina bardziej kabel od słuchawek IEM. Przyjemny w dotyku, miękki i giętki. Dodatkowo otrzymujemy tak samo wykonaną przejściówkę do jacka 3,5mm. Sztywne e