Przejdź do głównej zawartości

Campfire Audio Vega Recenzja


Campfire Audio, firma która wypuściła swoje pierwsze produkty ledwie w połowie 2015 roku jednak dosłownie zawojowała rynek oferując światowej klasy brzmienie upakowane w słuchawki o niespotykanie dobrym wykończeniu. Nie są to jednak ludzie znikąd jako że Campfire to odnoga ALO Audio dobrze znanego producenta wzmacniaczy oraz kabli. Co prawda nowym flagowcem jest ciepły jeszcze Atlas ale poprzednie dwa współflagowce czyli Andromeda i Vega to nadal nie są słabeusze. Tym ostatnim zajmiemy się w poniższej recenzji.

Słuchawki otrzymujemy w niewielkim pudełku wraz z standardowymi akcesoriami których można spodziewać się przy tego typu słuchawkach. Uwagę przykuwa doskonałej jakości sztywne, skórzane etui wyścielane futerkiem. Absolutną gwiazdą wśród akcesoriów jak dla mnie jest jednak przypinka do ubrania z logo Campfire Audio. Jeśli jesteśmy dumni z naszego zakupu to możemy o tym powiedzieć światu nosząc logo firmy dumnie na piersi.


Firma Campfire lubuje się w wprowadzaniu nowinek do technologicznie nieco skostniałego świata słuchawek. Vega to nie kilka (naście) przetworników armaturowych, a o dziwo pojedynczy dynamiczny 8,5mm przetwornik, jednak nie taki całkiem zwyczajny. Użyty bowiem został przetwornik po raz pierwszy w produkcje komercyjnym nie krystaliczny diamentowo-węglowy ADLC (ADLC non-crystalline diamond-carbon material). Obudowy to z kolei "płynne aluminium" (Liquid Alloy Metal) pokryte dodatkowo powłoką PVD. Całości dopełniają gniazda MMCX wykonane z miedzi berylowej w celu zwiększenia ich trwałości. Nie poskąpiono również na kablu ponieważ w standardzie otrzymujemy doskonałej jakości kabel Alo Audio Litz z posrebrzanej miedzi. 


Same słuchawki są bardzo małe, a także dosyć ciężkie. Wykonanie i spasowanie elementów jest wyborne. Żadnych ostrych krawędzi, szpar czy innych niedoróbek. Sprawiają wrażenie pancernych i luksusowych zarazem. Łatwo umieścić je w uszach i pozostaje sporo miejsca do manewrowania, jednak trzeba odpowiednio dopasować odcinki pamięciowe na kablu ponieważ ich waga może dać o sobie znać. Ogólnie jednak słuchawki łatwo i płytko się aplikuje, a wygoda nie pozostawia nic do życzenia. 



Brzmienie:

Nie można rozpocząć opisu brzmienia oferowanego przez Vegi nie zaczynając od basu. Jest on kolosalny, międzykontynentalny, nieziemski wręcz intergalaktyczny. W parze z ilością idzie jego jakość. Schodzi do samego piekła, jest szybki, dynamiczny, rozwibrowany, wielowymiarowy, kruszący skały. Jest fizycznie obecny jednak nigdy nie traci kontroli, nie buczy, nie zagłusza pozostałych pasm, a przy tym jest niesamowicie zwinny. Ciekawe jest to że w zależności od nagrania czy danego momentu potrafi całkowicie niemal się wycofać tak jakby chciał dać szansę aby pozostałe pasma popisały się swoimi umiejętnościami. Robi to jednak tylko po to aby powrócić z ogromną mocą i pewnością siebie wtedy kiedy zachodzi taka potrzeba. Nie ważne jak dużo i jak dobry bas mają Twoje słuchawki Vegi mają go albo więcej albo lepszej jakości a najpewniej jedno i drugie naraz.

Wysokie tony stoją po drugiej stronie barykady i odpierają ataki niskich tonów z równą mocą co daje bardzo ciekawe efekty soniczne. Jakościowo soprany są doskonałej jakości (na poziomie Etymotic er4) jednak trzeba poświęcić chwilę na dobranie odpowiednich tipsów ponieważ mogą robić się zbyt krzykliwe przy nieodpowiedniej aplikacji. Mnie najlepiej grają z JVC Spiral Dot gdzie góra jest iskrząca, błyszcząca, a nigdy kłująca. Talerze pięknie cykają, nie ma ani grama sztuczności i ziarnistości. Cudo.

Pośrodku tej walki dwóch potężnych żywiołów znajduje się niemożliwie wręcz naturalnie, ciepło i ludzko brzmiąca średnica. Owszem z całą pewnością zajmuje ona tylne siedzenie zaraz za basem oraz wysokimi tonami jednak nie można powiedzieć aby była ona zakrzyczana. Średnica jest spokojna, nieco oddalona jednak nie stłamszona. Przepięknie dociążona i niemal lampowo dopalona - intymna, magiczna i uwodzicielska.

Całościowo Campfire Vega oferują bardzo niecodzienne brzmienie z którym nigdy wcześniej się nie spotkałem. Można rzecz że jest to granie na bazie V chociaż nie jest to do końca trafne określenie bo średnica jest nadal perfekcyjnie czytelna. Tonacja przez złagodzoną średnicę i przełom z wysokimi należy do ciemniejszych jednak sporo sopranów dodaje oddechu i powietrza przez co na pewno nie jest duszno a wszystko to podlane sosem z ogromnej rozdzielczości i naprawdę imponującej szybkości transjentów z dodatkiem dłuższych wybrzmień.

Brzmienie jest podkoloryzowane, soczyste, grube, uśmiechnięte, wesołe, muzykalne, wielkie w skali, wręcz komiksowo przesadzone ale jednocześnie nadal klasowo audiofilskie choć w bardzo nieaudiofilskim strojeniu. Zupełnie tak jakby konstruktorzy chcieli zagrać na nosie wielbicielom grania neutralnego i wiernego (w tym mnie) i pokazać że można to zrobić inaczej. Odnajdują się w  muzyce każdego rodzaju jednak prawdziwie spektakularne są w muzyce elektronicznej i fani takich klimatów zdecydowanie powinni się tymi słuchawkami zainteresować bo prawdopodobnie nic lepszego na rynku nie znajdą.

Przestrzeń wielkościowo na szerokość jak i w głąb jest dobra, nawet bardzo jednak nie rewelacyjna. Sony EX1000, Inear Prophile 8 czy Campfire Andromeda robią to lepiej. 


Porównania:

Inear Prophile 8 - Klasa podobna chociaż strojenie tak różne że ciężko je ze sobą zestawić. Owszem, Inear Prophile 8 potrafią to wszystko, a nawet jeszcze więcej zrobić wierniej i bardziej poprawnie ale w porównaniu do Vega wydają się prawdziwym nudziarzem. Pamiętacie kolorowanki z podstawówki? Inear Prophile 8 nigdy nie wychodzą poza linie i zawsze dobierają odpowiedni kolor po czym siedzą prosto bo skończyli jako pierwsi. Campfire Vega używa do malowania farb w sprayu oraz nie tylko wyschodzi poza linie ale też pomalowały kawałek ściany przy okazji choć trzeba przyznać że efekt jest iście spektakularny i nie da się przejść obok niego obojętnie.

Campfire Andromeda -  Vegi są ciemniejsze, gęstsze, bardziej intymne z masywniejszym brzmieniem pomimo tego są bardzo bogate, plastyczne, nie gubią detali, rozdzielczość albo taka sama albo wyższa, ciężko powiedzieć bo Andromedy są dosyć jasne i rzucają detalem w twarz natomiast w Vegach trzeba się wsłuchać. Andromedy mają cofniętą oraz odchudzoną w stosunku do wysokich tonów i trochę sztucznie brzmiącą średnicę co słychać przy damskich wokalach przy przesiadce z Vega, wrażenie to jednak zaciera się po paru minutach. W Vega brzmienie jest ciemniejsze przez co nie czuć aż takiej różnicy między wysokimi a średnimi bo są bliżej siebie. Vega ma bardzo naturalny, ciepły, gęstawy, dociążony tembr średnicy. Intymny oraz wciągający a tak że z pewną dozą magii. Andromeda ma wysokie tony mocno zaakcentowane, nie ostre ale powiedziałbym trochę surowe i nieokrzesane, brakuje trochę szlifu i ogłady. Samo z siebie się to nie narzuca ale jednak przesiadki w te i nazad pokazują gdzie Andromedy nie domagają. Vega ma nieco oddalone wysokie tony, jednak z wystarczającym blaskiem i co ważne bardzo dociążone i dłużej wybrzmiewające. Niemal widać wibracje powietrza wokół strun, w Andromedach gdzieś to ginie. Andromedy mają dobry, pełny, mocny bas, jedyne do czego można się przyczepić to ze nie jest to taki bas jaki mają Vegi. Te mają go więcej, schodzi niżej, kopie mocniej. Andromedy mają bardziej "poprawne" strojenie, sprawiają wrażenie lepszych technicznie, bardziej wyczynowych i efektownych jednak to Vegi posiadają bardziej organiczne, plastyczne oraz ludzkie brzmienie.

Etymotic ER4XR - To są właśnie audiofilsko zestrojone słuchawki przy których ma się wrażenie że Vega gra im na nosie. Er4xr w bezpośrednim porównaniu praktycznie nie mają niskich tonów, są niepodkolorowane, o wiele jaśniejsze z dużym akcentem na przełom średnicy i wysokich tonów,  Etymotic na pewno są wierniejsze oraz są w stanie przekazać więcej informacji zawartych w nagraniu ale jest to miecz obusieczny ponieważ pokazują też więcej niedoskonałości. Etymotic to również mniejsza przestrzeń, niższa rozdzielczość, większa surowość oraz mniejsza muzykalność.


Podsumowanie:

Campfire Vega to bardzo niecodzienne słuchawki. Łączą luksusową, perfekcyjną budowę i wykonanie z brzmieniem na najwyższym poziomie jednak o wyjątkowo nieaudiofilskim strojeniu. To prawdziwa mieszanka wybuchowa. Dla miłośników basu to pozycja wręcz obowiązkowa ale zadowolą każdego kto poszukuje brzmienia najwyższej próby. Osobiście zazwyczaj gustuje w słuchawkach jasnych lub neutralnych z basem który można określić jedynie jako adekwatny do sytuacji. Vega to kompletne przeciwieństwo serwując brzmienie ciemniejsze z basem który ścina białko w oczach, a jednak są tak magiczne iż podobają mi się bardzo pomimo tego jak są zestrojone.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ibasso DX120 Recenzja - Mniej znaczy więcej

Ibasso kontynuuje odświeżanie portfolio również w niższych progach cenowych i tak po niemal roku od pierwszych zapowiedzi w końcu zmaterializował się DX120. Urządzenie tańsze, uboższe w funkcjonalność oraz wyraźnie mniejsze od krewniaków z wyższymi numerkami, a więc wydawało by się oferujące również niższą jakość dźwięku. Nic bardziej mylnego. Bohater recenzji jest idealnym przykładem że pieniądze nie grają.

Jako że u Ibasso zmiany dźwiękowe wraz ze zmianami oprogramowania to nie nowość, zaznaczam że urządzenie testowałem na oprogramowaniu z numerkiem V2.0.0

Wygląd i budowa:

Wraz z odtwarzaczem w niedużym pudełku znajdziemy:

- kabelek do wygrzewania wyjścia słuchawkowego
- kabel USB
- kod zniżkowy do wykorzystania w sklepie hdtracks.com
- przejściówka z mini jack na coaxial
- ochronna szybka do naklejenia na plecki, z przodu naklejona jest już fabrycznie
- silikonowe etui, a w zasadzie bumper ponieważ nie chroni ani plecków ani ekranu.



Wygląd całkowicie nowatorski z płynnie zaokrąglon…

Ibasso DX150 Recenzja - Złoty Środek

Ibasso to jeden z czołowych producentów przenośnych odtwarzaczy muzycznych z Państwa Środka. Do niedawna super popularne odtwarzacze jak DX50 oraz DX90 pokazały że również mniej zamożne osoby może być stać na dźwięk naprawdę wysokiej klasy. Po paru cichszych latach Ibasso znowu bryluje na salonach. Nasz dzisiejszy bohater Ibasso DX150 został zaprezentowany kilka miesięcy temu wywołując nie małe zamieszenie tworząc nawet sporą konkurencję o wiele droższemu przecież, flagowemu DX200 ledwie w zeszłego roku.

Częstotliwość z jaką Ibasso wypuszcza aktualizację do swoich odtwarzaczy, a przede wszystkim zmiany przez nie wprowadzane również w sferze dźwiękowej obrosły już w legendy niemal tak duże jak te o awaryjności wysokich modeli słuchawek Grado. Z tego powodu na wstępie pragnę zaznaczyć że sprzęt był przeze mnie testowany na oprogramowaniu 2.10.275.

Wygląd i budowa:

Pudełko całkiem standardowe - bez szaleństw. W środku poza samym odtwarzaczem:
- tradycyjnie u Ibasso kabelek do wygrzewani…

Etymotic ER3SE oraz ER3XR Recenzja - Budżetowa Referencja

Etymotic to firma która wynalazła słuchawki dokanałowe, a wprowadzony w 1991 roku model ER4 wykorzystujący przetwornik armaturowy był tak przełomowy że produkowany jest z niewielkimi zmianami do dziś. Przez cały ten czas Etymotic nie poddaje się zmiennym modom i jest wierny swojej filozofii, a więc dostarczaniu referencyjnego, najdokładniejszego i możliwie najmniej podkoloryzowanego dźwięku. Nie będę ukrywał że jestem ogromnym fanem Etymotic i posiadam od wielu lat flagowe Er4-pt oraz Er4XR które to może nie w każdym aspekcie ale są w stanie dotrzymać kroku, a nawet wyprzedzić o wiele droższą multiprzetwornikową konkurencję. Nie dawno zostały zaprezentowane nowe, nieco niżej pozycjonowane modele ER3SE oraz ER3XR wedle zapewnień, oferujące jakość nie dostępną wcześniej na tym pułapie cenowym.

Tak jak w przypadku ER4 tak i ER3 oferowane są w dwóch równorzędnych wersjach a różnica polega na niedużym i liniowym podniesieniu basu w całym jego zakresie. Co ciekawe, Etymotic to nie firma r…