Przejdź do głównej zawartości

Stax SR-L700mk2 Recenzja - Powabna maestria


Japoński Stax stał się na przestrzeni lat wręcz synonimem słuchawek elektrostatycznych wyrabiając sobie bardzo słusznie niemałą legendę. Pierwsze słuchawki elektrostatyczne wypuścił już w 1960 roku i nie, że swoje pierwsze tylko w ogóle były to pierwsze słuchawki elektrostatyczne w historii. Pomimo różnych zawirowań na przestrzeni tych 60 lat nowe modele przez tego producenta nadal są produkowane. Bohater dzisiejszej recenzji pod nazwą SR-L700mk2 to pozycja, jeśli się nie mylę z raptem zeszłego roku i jest to rewizja modelu, który ujrzał światło dzienne kilka lat wcześniej. Pomimo iż L700 to zaledwie trzeci w hierarchii model to zastosowany przetwornik powstał przy użyciu tych samych metod co we flagowych SR-009, uznawanych przez wielu za najlepsze słuchawki na świecie. Mamy tutaj więc do czynienia z nie lada arystokratyczną znakomitością. Interesująca była by konfrontacja z posiadającym już swoje lata modelem SR-007 Omega, ale niestety nie udało mi się pozyskać go do testów, zresztą z opisywanymi SR-700mk2 również oficjalny dystrybutor nie miał nic do czynienia. Dla porządku już na wstępie zaznaczę więc iż kiedy będę nawiązywał do brzmienia poprzednich modeli Stax to mam na myśli serię Lambda ponieważ jedynie tę serię poznałem posiadając samemu kilka modeli.

Wygląd, budowa i akcesoria:

Słuchawki trafiają do nas w sporym, kartonowym pudełku opatrzonym atrakcyjną wizualizacją słuchawek.


W środku tradycyjnie, jedynie styropianowa wytłoczka, która co prawda doskonale zabezpiecza słuchawki w transporcie, ale niestety ani nie wygląda elegancko ani też nie sprawdzi się w roli etui do przechowywania słuchawek. O wyścielanych atłasem metalowych czy drewnianych skrzyneczkach które można znaleźć u konkurencji możemy tutaj jedynie pomarzyć.


Jeśli chodzi o dodatkowe akcesoria to sprawa jest bardzo prosta bo po prostu nie ma żadnych. Poza słuchawkami i kablem otrzymujemy jedynie zatyczkę chroniącą wtyczkę w czasie transportu.


Z wyglądu pomylić L700 możemy jedynie z innymi modelami słuchawek Stax. Prostokątny design pielęgnowany od końcówki lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku jest całkowicie unikatowy w dzisiejszych czasach i można powiedzieć, że stał się już wręcz ikoniczny. Całkowicie czarne L700mk2 prezentują się moim zdaniem całkiem elegancko jak na tego typu konstrukcję i może nie nazwałbym ich pięknymi, ale z pewnością mogą się podobać. To co niestety mi się osobiście nie podoba to użyte materiały. L700mk2 wykonane są praktycznie w całości z plastiku i nie jakiegoś super specjalnego tylko takiego najzwyklejszego, uginającego się pod naciskiem i sprawiającego wrażenie mało wytrzymałego. Metalowe są widełki trzymające muszle, ale jest do jedna z innowacji zastosowanych w wersji mk2 ponieważ w pierwszej rewizji również i one były z plastiku i ponoć wyjątkowo łatwo pękały. Pady skórzane, głębokie, pojemne i przyjemne w dotyku. W przeciwieństwie do starych modeli nie są już klejone na stałe przy pomocy taśmy dwustronnej, a montowane na wcisk przy pomocy specjalnej ramki wykonanej oczywiście z plastiku. Kolejną innowacją jest odpinany kabel i za to należą się wielkie brawa bo w przypadku jego uszkodzenia nie stajemy już przed wyzwaniem problematycznej wymiany z użyciem lutownicy, która może skończyć się zgonem przetwornika. Sam kabel to hybryda wykonana z wysokiej czystości miedzi i srebra w formie tradycyjnej dla Stax'a taśmy zakończonej wtyczką w formacie PRO. Na głowie spoczywa nam szeroka, skórzana opaska gwarantująca wysoki komfort nawet podczas długich odsłuchów. Pałąk inny niż w klasycznych Stax'ach i gdy słuchawki nie są na głowie to same razem się ładnie sklejają jakby pady chciały sobie przybić piątkę.

Stax SR-407 Signature, Stax SR-L700mk2 oraz Shure KSE1500

Skokowa regulacja wielkości sprawdza się doskonale i nie trzeba już jej poprawiać po założeniu tak jak bywało to w poprzednich modelach. Podsumowując, L700mk2 są super wygodne, całkiem eleganckie i niestety zbudowane przy użyciu fatalnych materiałów. Sprawiają wrażenie bardzo kruchych, z którymi to trzeba obchodzić się jak z jajkiem. Jeśli mam być całkowicie szczery to bardziej przypominają makietę słuchawek niż gotowy produkt. Taka budowa jest trudna do usprawiedliwienia nie tylko w tej półce cenowej, a dosłownie w każdej - tej absolutnie najniższej również. Nawet mnie jako wieloletniemu fanowi marki Stax ciężko jest zaakceptować coś takiego, a osoby jeszcze niezaznajomione prawdopodobnie je zlekceważą i nie potraktują poważnie z tego powodu. Szczerze mówiąc trudno im się będzie dziwić. Nie żeby seria Lambda kiedykolwiek słynęła z jakości wykończenia, ale mijają lata, konkurencja rośnie w siłę, cena również poszła do góry, a prawie wcale tych zmian nie czuć w budowie. Stax potrafił jakoś zbudować porządnie modele SR-007 oraz SR-009 więc pora również na poważne potraktowanie serii Advanced Lambda bo do niej L700mk2 należą.



Brzmienie:

Dźwiękowo jest za to wyśmienicie, ale też dość spokojnie i powściągliwie. W ogóle stosunkowo mało Stax'owe to są Stax'y w stosunku do poprzednich modeli z serii Lambda. Bardzo muzykalne są to słuchawki, choć lepiej powiedzieć że melodyjne. Nie są jakoś super angażujące, nie wciskają nam detali do głowy tylko kreują bajecznie dokładny obraz w spokojniejszy i niemożliwie wręcz wyrafinowany sposób. 

Bas ilościowo neutralny z dosłownie minimalnie podbitym midbasem, ale z płytszym zejściem jak to w wielu otwartych słuchawkach bywa. Ów deficyt basu najniższego swoją drogą możemy sobie poprawić kosztem wspomnianego podbicia basu średniego przy użyciu prostego zabiegu który można odnaleźć w internecie pod nazwą Blu-Tack Mod. Polega on na uszczelnieniu mocowania padów do muszli przy użyciu masy plastycznej. Sprawdzałem i bas rzeczywiście schodzi wyraźnie niżej w liniowy wręcz sposób znany ze słuchawek magnetostatycznych. Zmiana może nie jest diametralna, ale z pewnością odczuwalna i wyśmienicie się sprawdza w spokojniejszych gatunkach czy ogólnie muzyce opartej na żywych instrumentach. W muzyce popularnej opartej na rytmie wybijanym basem nieco zmniejsza się za to subiektywnie jego ilość ze względu na spłaszczenie owego podbicia basu średniego. Przydatność modu wiec jest uzależniona od muzyki jakiej głównie słuchamy, ale jako że jest on bardzo łatwy w przeprowadzeniu, tani i w pełni odwracalny to nic nie stoi na przeszkodzie aby przekonać się na własnej skórze co wolimy. Wracając do wersji w pełni fabrycznej można bas określić jako normalny, z normalnym impaktem, normalną obszernością i normalnym wypełnieniem. Ja wiem, że określenie normalny dla słuchawek z okolic 7 tysięcy złotych może nie brzmieć jako komplement, ale w przypadku Stax'ów to i owszem. Nie chodzi tutaj bynajmniej o to, aby Stax'y cierpiały na niedobory niskich częstotliwości jak to prawią powtarzane legendy, bo tak absolutnie nie jest. Owszem może w bardzo starych modelach brakowało impaktu jednak od wielu już lat Stax'y bas mają już wcale nie od parady, ale też trzeba im zapewnić odpowiedni wzmacniacz w elektrostatach zwany energizerem bo ma to większy wpływ niż w przypadku słuchawek dynamicznych i magnetostatycznych. Tym nie mniej bas Stax'y mają ale jest on zazwyczaj, że tak powiem elektrostatyczny. Hiper precyzyjny, ultra szybki, wyborowo celny i wystrzałowo czysty. Wydłużonego wybrzmiewania znanego z dynamicznych wooferów próżno tutaj szukać, przez co można odczuwać pewna braki ciepła, pełności i w efekcie uczucia sytości. W L700 mamy normalny, a więc satysfakcjonujący bas, z nadal bardzo celnym i odczuwalnym impaktem jednak z wyraźnie już większą obszernością i naturalnym wybrzmiewaniem. Ilościowo tak jak wspominałem jest neutralnie więc dla osób zdecydowanie preferujących głębokie i mocarne wibracje nadal będzie mało imponująco. Moim zdaniem jest akuratnie i bardzo uniwersalnie. Niskie pomruki są co prawda jedynie słyszalne i mało odczuwalne, a tak że zróżnicowanie faktur to nie ostatnie słowo jeśli chodzi o wielorakość, ale to tylko w zderzeniu z liderami w tych tematach. Zupełnie więc basu nie ma się co czepiać, a wręcz przeciwnie jest co chwalić i czym się nasycić nawet w cięższych i opartych na basie brzmieniach.

Średnica skłaniająca się w kierunku organicznej i ciepłej. Nie nazwałbym jej wycofaną, ale sprawia wrażenie złagodzonej i nie do końca bezpośredniej. Nic nam nie ucieknie bo jej przejrzystość i definicja to ekstraklasa prezentująca poziom zaiste zjawiskowy. Jest gładko, wręcz aksamitnie, płynnie, nawet odrobinę słodko, a jednocześnie kosmicznie precyzyjnie z perfekcyjną szybkością, ani za szybko ani za wolno. Bez żadnych braków w kontekście dociążenia czy grubości. Kompletnie pozbawiona niemiłych ostrości, a jednak krawędzie potrafią być rysowane z taką precyzją iż ma się wrażenie że budowane są od podstaw na poziomie molekularnym. Razem sprawia to wręcz metafizyczne wrażenie obcowania z doskonałością. Jest to spora zmiana podejścia ponieważ w bezpośrednim porównaniu do takich SR-407, które mam pod ręka, L700 wydają bardzo spokojne i wręcz ciepłe na średnicy gdzie SR-407 podają ją jaśniej, mocniej, bliżej, ostrzej i szczuplej mimo, że same z siebie moim zdaniem są zwyczajnie neutralne, no może z lekkim technicznym zacięciem.

Zdarza mi się w recenzjach opisywać wysokie tony jako bardzo dobre, ale jeszcze nie najlepsze. Jak by się ktoś zastanawiał co w takim razie jest tym najlepszym, to w tym momencie są to właśnie L700mk2. Ilościowo określiłbym je jako leciutko mocniej zaakcentowane, ale przy tym poziomie wyrafinowania można by się nawet pokusić o znacznie większe ich zaakcentowanie. Soprany są fenomenalnej jakości przekazujące transcendentalne wręcz ilości informacji oddawane w delikatny, łatwy i bezwysiłkowy sposób. Góra jest hiper szczegółowa gdzie nawet najmniejsze, ledwie dostrzegalne mieniące się drobinki układają się w finezyjne i zapierające dech wzory. Perfekcja.


Pomimo iż L700 wydają się spokojniejsze i bardziej organiczne od poprzedników to nadal nie są to moim zdaniem słuchawki dla każdego. Wiem, że głupio to brzmi, ale L700 to brzmienie pozornie bardzo uniwersalne i zachęcające, a jednocześnie nie do końca optymalne do niektórych gatunków. Mianowicie chodzi o to że są pozbawione ostrości, bez nagłych górek i dołków w paśmie dodających ewentualnej pikanterii. Bardzo bezpieczne i nieco zachowawcze brzmienie przez co nie ma szans na zmęczenie. Dzięki wysokiej melodyjności ma też szans na nudę, a jednak brakuje mi jakiejś większej dozy ekscytacji. Trudniej jakoś el siedemsetkom przekazać energię zawartą w ostrzejszej muzyce. Nie będą one jej kaleczyć i w żadnym razie nic nas nie urazi, ale też nie do końca będą w stanie przekazać jej ideę. Bardziej niż muzykalno-ekscytujące określiłbym je jako kojąco-melodyjne. Potęgowane jest to również przez charakterystyczną dla elektrostatów eteryczność dźwięku. Nie chodzi tutaj wcale o braki dociążenia, a bardziej o sposób w jaki L700 aranżują całościowo muzyczny firmament. Jest to bardzo trudne do wytłumaczenia ponieważ kreowany obraz jest zwyczajnie bezbłędny, hiper realistyczny i niesamowicie sugestywny, ale przez wspomnianą finezyjną lekkość mam pewien problem, aby te dźwięki poczuć, dotknąć i doświadczyć ich fizyczności. Zapierają dech w piersiach i to dobrze bo obraz który kreują sprawia wrażenie jak by mógł zostać zniekształcony przy większych podmuchach wiatru. Oczywiście przesadzam, ale nie zmienia to faktu że L700 brzmią raczej delikatnie. Wszystkie Stax'y z którymi miałem kontakt posiadały tą cechę do pewnego stopnia, ale przez bardziej ofensywny charakter w takich, przykładowo SR-407 jest to mniej oczywiste. Owszem brzmią też szczuplej, mniej organicznie i chłodniej, ale są też przy tym bardziej przenikliwie - na dobre i na złe.

Przestrzeń w L700mk2 jeszcze nie największa wśród otwartych słuchawek nausznych, ale bardzo pokaźnych rozmiarów. Budowana przed słuchaczem całkiem daleko na boki i sensownie w głąb chociaż na popisy rodem z Hifiman Arya tutaj nie ma co liczyć. To kolejny aspekt w którym L700 są mniej Stax'owe bo budują sceną jak "normalne" słuchawki, a nie tak jak poprzednie modele Lambda gdzie źródła pozorne znajdują się bardzo blisko i potrafią tańcować wokół naszej głowy. Nie było to zbyt realistyczne, ale za to bardzo efektowne. L700 podają muzykę z bardziej realistycznej i prawdziwej perspektywy. Rozdzielczość najwyższa jaką słyszałem dzięki czemu L700 pozwalają nie tylko zobaczyć najdrobniejsze detale, ale też zobaczyć z czego są zbudowane oraz zaglądnąć co znajduje się za nimi. Niewiarygodne to jest, a w połączeniu z ich wrodzonym spokojem jest to wręcz nierealne. Dynamika i separacja nie podnoszą wyżej poprzeczki, ale są na poziomie najlepszego co słyszałem. Nie potrafię nic skrytykować od strony technikaliów ponieważ nie mam wątpliwości iż od tej strony nic lepszego nie było mi dane usłyszeć. Aż ciężko mi uwierzyć że nad L700 pozycjonowane wyżej są jeszcze dwa droższe modele. 


Co do kwestii wymagań w zakresie wzmacniaczy to można powiedzieć, że elekstrostaty ogólnie są bardzo wymagające ponieważ niezbędny im jest do działania dedykowany wzmacniacz. Słuchawki zarówno dynamiczne jak i magnetostatyczne nawet te najbardziej wymagające podłączone do najsłabszych źródeł przynajmniej wydadzą z siebie jakiś dźwięk choćby najgorszego rodzaju, a do elekstrostatów musimy doliczyć dedykowany energizer. Powyższy opis został napisany w połączeniu z energizerem Stax SRM-007tII czyli takim prawie, że najwyższym w ofercie, ale są i droższe zarówno w ofercie Stax'a jak i firm trzecich. Sprawdzałem też jak zachowają się z malutkim Stax SRM-252s doposażonym w niefabryczny zasilacz liniowy co stanowi absolutne minimum z minimum i zagrało to nawet nie najgorzej. Co prawda z mniej organicznym charakterem i nie tak naturalną manierą, a tak że z technikaliami na nieporównywalnie niższym poziomie. L700 zagrały więc jak L700 i z wystarczającą głośnością, ale o wiele mniej imponująco nie ważne z której strony by nie popatrzeć.


Porównania:

Hifiman Arya (Recenzja) - jaśniejsze z mocniej rozbudowaną górą dobrej jakości jednak nie aż tak wyśmienitej jak L700. Bardzo porównywalna ilość basu jednak zejście i fizyczność lepsze w Arya. Średnica w Arya wierna i bliska neutralności z jedynie małym dołkiem nie wyróżniająca się jakością na tle reszty ani na plus ani na minus. W L700 średnica jest ocieplona, łagodniejsza, bardziej płynna i organiczna. Przestrzeń większa na szerokość w Arya, niewiele ale jednak i ze zdecydowanie mocniej zaznaczoną głębią. Rozdzielczość, przejrzystość, precyzja, czystość, szybkość, kontrola i gładkość po stronie L700, natomiast w Arya dźwięk posiada ogólnie większą wagę przez co jest bardziej odczuwalny fizycznie. Wygoda porównywalnie wysoka chociaż Arya mocniej ściskają głowę. Budowa przeciętna w Arya z słabo obrobionymi metalowymi elementami w połączeniu z plastikiem, a pomimo tego nadal sporo lepsza od niemal w całości plastikowych L700.

Sony MDR-Z1R (Recenzja) - o wiele więcej monumentalnego basu z wydłużonym wybrzmiewaniem oraz niesamowicie odczuwalnym zejściem. L700 mimo że bas również posiadają to w zderzeniu z Z1R wydaje się on oszczędny, raczej płytki, bardziej zwarty i o wiele szybszy oraz czystszy chociaż nie aż tak zróżnicowany i bogaty jak w Sony. L700 posiadają już złagodzoną i ocieploną średnicę i Z1R również, ale niższą jej część mają o wiele ciemniejszą, gęstą i oleistą natomiast wyższa jej część jest o wiele mocniej niż w Staxach zaznaczona, bliższa, słodka i anielsko melodyjna. L700 są tutaj bardziej powściągliwe i nie tak bezpośrednie. Soprany równiejsze i o wiele wyższej jakości w L700, przede wszystkim wygrywają czystością i gładkością natomiast w Z1R sopran jest bardziej zadziorny, iskrzący i zawadiacki. Jedyne techniczne aspekty którymi Z1R mogą się przed L700 pochwalić to niemal równie wysoka rozdzielczość i nawet wyższa dynamika. Cała reszta czyli separacja, szybkość, kontrola, czystość czy wielkość przestrzeni to już pewna lub ogromna przewaga L700. Wykonanie słuchawek to dwa zupełnie różne bieguny. Sony ociekają luksusem i elegancją. Wykonane są z najlepszych materiałów i sprawiają wrażenie iż przetrwają dekady. L700 wypadają bardzo słabo na tym tle zarówno jeśli chodzi o materiały jak i solidność konstrukcji.

Shure KSE1500 (Recenzja) - to zupełnie inny segment, ale uważam że ich porównanie jest bardzo ciekawe. Shure to również elektrostaty, ale w porównaniu do Stax'ów posiadają zupełnie inny charakter. Przede wszystkim są mocniej dociążone, z o wiele potężniejszym basem schodzącym do samego dołu w połączeniu z mocnym impaktem i dużą fizycznością. L700 bas mają płytszy, jest go ogólnie mniej, nie jest aż tak zróżnicowany ani tak odczuwalny. Średnica w Shure bliższa, poprawnie dociążona, ale nie łagodna i nie posłodzona. L700 są łagodniejsze i bardziej organiczne w tym temacie, ale też nie tak bezpośrednie. Wysokie tony mocniej zaznaczone w Shure, bardzo rozdzielcze, bez nadzwyczajnej agresji ale próżno tutaj szukać też misternej subtelności i gładkości z L700. Staxy wydają się tutaj bardziej naturalne, przekazujące jeszcze więcej informacji w bardziej spokojny sposób. L700 posiadają złagodzony atak co pozwala na przyjemne i niemęczące odsłuchy natomiast Shure są mocniej odczuwalne i o wiele bardziej angażujące. Nie posiadają Stax'owej eteryczności pomimo tego udaje im się zachować ich czystość, szybkość oraz przejrzystość dokładając do tego większą uniwersalność gatunkową, dobitność i ważkość. L700 posiadają większą przestrzeń chociaż podają dźwięk nie tak bezpośrednio i z większego dystansu. Posiadają ponadto jeszcze wyższą rozdzielczość, spokój, organiczność i wyrafinowanie, natomiast Shure są bardziej ekscytujące, zawierają więcej energii, pozwalają na bliższy kontakt z muzyką i wręcz fizyczny z nią kontakt.


Podsumowanie:

Zdroworozsądkowo można powiedzieć, że skoro to najwyższej klasy, neutralne, hiper szczegółowe, uber rodzielcze, a jednak spokojne, opanowane i melodyjne brzmienie bez specjalnych braków w żadnym zakresie pasma to może nie warto już szukać niczego innego? Niby tak, ale mamy też tutaj dość drogie, fatalnie wykonane słuchawki wymagające odpowiedniego wzmacniacza, aby w ogóle wydać z siebie jakikolwiek dźwięk nie mówiąc już o pełnym rozwinięciu skrzydeł. L700mk2 to słuchawki dla kogoś o bardzo wyrafinowanym dźwiękowym podniebieniu, kto szuka najwyższej klasy słuchawek o łagodniejszym usposobieniu do codziennych wielogodzinnych odsłuchów, którego nie przerażą koszta powiązane z zapewnieniem im odpowiedniego napędu. Jeśli nie słyszałeś nigdy żadnych elekstrostatów to gorąco zachęcam do ich skosztowania. Nawet jeśli nie wpasują się w Twój gust to z pewnością poszerzą horyzonty na to co jest w słuchawkach możliwe do osiągnięcia. Bardzo możliwe, że po tym żadne inne słuchawki nie będą smakować już tak samo.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ranking słuchawek dokanałowych IEM

Poniżej znajduje się ranking słuchawek dokanałowych, które miałem okazję przetestować.

OGÓLNE WYTYCZNE

- Ocenie podlegał wyłącznie dźwięk.
- Konkretne numerowane pozycje na liście to moje subiektywne odczucia i kolejność w jakiej bym po nie sięgał.
- Sprzęt przypisany do danego działu obiektywnie jest na porównywalnym poziomie.
- Cena nie ma wpływu na ocenę, podana jest wyłącznie w celach informacyjnych.
- Lista ma charakter rozwojowy i kolejne pozycje będą dodawane w ramach możliwości.
- Jestem tylko człowiekiem i mogę się mylić!

DEFINICJE POZIOMÓW

End Game - słuchawki wyznaczające nowe granice tego co jest fizycznie możliwe

Ultra High End - słuchawki ze swoim brzmieniowym charakterem jednak w zasadzie już bez wad - świetne pod każdym względem.

High End - w pewnych aspektach brzmienie na poziomie Ultra jednak w innych do tego poziomu brakuje

Mid End - po prostu bardzo dobre brzmienie

Entry Level - poziom który pozwala już w pełni cieszyć się muzyką bez grymasu

Low End - słuchawki p…

Ibasso DX160 Recenzja - Mała sensacja

Ibasso wie jak robić dobrze brzmiące odtwarzacze i udowodniło mi to wielokrotnie goszcząc na moim biurku. Wydawać by się mogło, iż sugerując się nazewnictwem i ceną, dzisiejszy bohater to przedstawiciel średniego segmentu odtwarzaczy przenośnych. Dzieli on jednak nieprzyzwoicie dużo elementów z najwyżej pozycjonowanym w ofercie DX220 i to z tymi najważniejszymi włącznie. Poniższa recenzja z jednej strony może wydać się niektórym nudna ponieważ ze względu na ilość podobieństw w większym stopniu będzie opowiadać o różnicach w stosunku do znacznie droższego brata, ale zapewniam że końcowe wnioski okazują się małą sensacją.

Wygląd i budowa:

Nieduże pudełko, niczym specjalnie się nie wyróżniające.



Wraz z odtwarzaczem w pudełku znajdziemy:
- silikonowe etui
- folie ochronne na ekran
- kabel usb


Wygląd bardzo prosty i czysty z zaokrąglonymi krawędziami. Jedynym ozdobnikiem jest złoty, głęboko żłobiony potencjometr. Recenzowany egzemplarz jest koloru czarnego, ale w ofercie dostępnych jest ró…

Ibasso DX220 AMP8 i AMP9 Recenzja - Punkt odniesienia

Ibasso po dwóch latach odsyła na emeryturę swój flagowy odtwarzacz i wprowadza nowość pod nazwą DX220. Technikalia robią wrażenie, bo na pokładzie mamy dwie kości ESS Sabre 9028pro z przeznaczeniem do sprzętu stacjonarnego, 5 calowy ekran dotykowy od Sharpa, 8 rdzeniowy procesor, 4gb ramu, nowoczesny Android 8.1 Oreo, dwukierunkowy Bluetooth 5.0 z LDAC i Aptx, obsługę MQA oraz DSD512. Pozostawiono też możliwość wymiany modułów wzmacniacza, a w zestawie znajduje się nowa konstrukcja AMP1mk2. Imponujące zważywszy że cena pozostała w zasadzie bez zmian w stosunku do poprzednika. No dobrze, ale czy rzeczywiście warto się nim zainteresować?

Wygląd i budowa:

Unboxing w przypadku DX220 to nie lada wydarzenie bo tym razem Ibasso poświęciło opakowaniu więcej uwagi.



Pudełko z fakturą materiału imitującą nieco skórę oraz fikuśnie przecięte pod skosem. Po wysunięciu w efektowny sposób ukazuje nam się odtwarzacz. Jeśli widzieliście filmiki z wypadającymi z pudełek smartfonami podczas nieostrożnego…