Przejdź do głównej zawartości

Ibasso DX150 Recenzja - Złoty Środek


Ibasso to jeden z czołowych producentów przenośnych odtwarzaczy muzycznych z Państwa Środka. Do niedawna super popularne odtwarzacze jak DX50 oraz DX90 pokazały że również mniej zamożne osoby może być stać na dźwięk naprawdę wysokiej klasy. Po paru cichszych latach Ibasso znowu bryluje na salonach. Nasz dzisiejszy bohater Ibasso DX150 został zaprezentowany kilka miesięcy temu wywołując nie małe zamieszenie tworząc nawet sporą konkurencję o wiele droższemu przecież, flagowemu DX200 ledwie w zeszłego roku.

Częstotliwość z jaką Ibasso wypuszcza aktualizację do swoich odtwarzaczy, a przede wszystkim zmiany przez nie wprowadzane również w sferze dźwiękowej obrosły już w legendy niemal tak duże jak te o awaryjności wysokich modeli słuchawek Grado. Z tego powodu na wstępie pragnę zaznaczyć że sprzęt był przeze mnie testowany na oprogramowaniu 2.10.275.

Wygląd i budowa:

Pudełko całkiem standardowe - bez szaleństw. W środku poza samym odtwarzaczem:
- tradycyjnie u Ibasso kabelek do wygrzewania wyjścia słuchawkowego
- kabel USB
- przejściówka z mini jack na coaxial
- ochronna szybka do naklejenia na ekran
- etui - bardzo sympatycznej jakości
- moduł wzmacniacza AMP6.



Wygląd oryginalny w stylu który określiłbym jako futurystycznie-militarny. Większą część frontu zajmuje duży i bardzo dobrej jakości ekran. Obróbka i wykonanie stoją na wysokim poziomie, a całość sprawia bardzo solidne wrażenie.


Góra - wyjście spdif, port usb typ-c, włącznik


Lewy bok – slot na karty micro sd


Prawy bok – pokrętło głośności oraz przyciski play/next/back


Dół – AMP6 z wyjściem liniowym, słuchawkowym 3,5mm oraz zbalansowanym 2,5mm


DX150 oferuje możliwość wymiany modułów wzmacniacza które sprzedawane są osobno jako akcesoria. Do tej pory światło dzienne ujrzało już w sumie 8 różnych wersji i wszystkie są kompatybilne zarówno z DX150 jak i DX200. Producent zadbał o dużą różnorodność więc poszczególne moduły oferują różną tonalność, a także różne konfiguracje wyjść różniące się mocą co też przekłada się na krótszy lub dłuższy czas pracy samego odtwarzacza. DX150 fabrycznie dostarczany jest z modułem AMP6 w przeciwieństwie do DX200 który dostarczany jest z AMP1.

Warto dodać że urządzenie zostało tak zaprojektowane że wymienny moduł stanowi integralną część i razem tworzą absolutnie sztywny monolit.


Producent deklaruje czas działania na jednym ładowaniu do 10,5 godziny co jest wynikiem całkowicie normalnym w tego typu urządzeniach, a więc posiadających sporą moc dzięki której możemy pokusić się o podłączanie mniej wymagających ale już pełnowymiarowych słuchawek stacjonarnych bez dodatkowego wzmacniacza. Sprawdzałem z Beyerdynamic T1 i to niestety jeszcze zbyt wymagający kompan aby razem dać zadowalające efekty natomiast już z Beyerdynamic DT150 było lepiej niż dobrze pod względem wysterowania. Ogromnym plusem jest zaimplementowany przez producenta system szybkiego ładowania QuickCharge 2.0 dzięki któremu naładowanie pojemnej przecież baterii o pojemności 4400mah do poziomu 80% zajmuje jedynie około 30 minut.



System i Funkcje: 

Odtwarzacz działa pod kontrolą zmodyfikowanego, ale w pełni funkcjonalnego Androida 6.0.1 i tutaj jednak wypada dodać gwiazdkę i wytłumaczenie drobnym druczkiem. Przez pełną funkcjonalność Androida rozumiem możliwość instalowania aplikacji z sklepu Google Play. Tutaj taka możliwość jest ale dopiero po dograniu sobie ręcznie tejże aplikacji. Jeśli ktoś pomyśli że jej brak w standardzie to lenistwo lub niedopatrzenie to śpieszę donieść że wedle mojej wiedzy o ile Android jest systemem który można wykorzystywać za darmo o tyle obsługa sklepu Play wymaga już certyfikacji która może kosztować nawet kilkaset tysięcy dolarów. Dla dużych producentów posiadających szerokie portfolio urządzeń których sprzedaż liczona jest w dziesiątkach milionów nie jest to problem jednak dla mniejszych producentów stanowi to sporą przeszkodę. Po procedurze ręcznego wgrania sklepu google możemy cieszyć się dostępem do wszystkich aplikacji i jak najbardziej oznacza to iż wszelkie platformy streamingowe typu Tidal, Spotify, Deezer itp. działają i to łącznie z trybem offline.


Sam system działa dość żwawo jednak nie jest idealnie płynny. W porównaniu do działania smartfona, deixowi zdarzy się czasem z opóźnieniem odczytać dotyk lub pomyśleć nad czymś o sekundę dłużej niż powinien ale jak na standardy odtwarzaczy, prędkość działania to prawdziwa ekstraliga. Brakuje mi jednak pewnej opcji która powinna się znaleźć już w dniu premiery w pierwszej wersji oprogramowania i szczerze dziwi mnie jej brak. Mianowicie chodzi o brak możliwości blokady działania pokrętła głośności i fizycznych przycisków. Owszem fajnie że można niektóre rzeczy zrobić bez włączania ekranu jednak powinna być dostępna możliwość ich wyłączenia.


Centralnym elementem systemu jest fabryczny odtwarzacz o nazwie Mango Player. Dzięki temu że zajmuje on pełny ekran, jeśli chcemy możemy w zasadzie zapomnieć że na pokładzie w ogóle znajduje się android. Jest całkiem intuicyjny w obsłudze oraz posiada wszystko co odtwarzacz muzyczny powinien posiadać chociaż działanie też nie jest idealnie płynne i zdarzy mu się chrupnąć najczęściej zaraz po wybudzeniu. Są też pewne niedoróbki np dziwnie działający pasek postępu który nie zawsze reaguje jak się naciśnie na samym środku za to zawsze reaguje jak się naciśnie 2-3mm w lewo od niego. Z jednej strony są rzeczy wymagające poprawy z drugiej strony są to drobnostki, które istnieje szansa że zostaną naprawione każdą kolejną aktualizacją, a nawet jeśli nie to można spokojnie z nimi żyć. Oczywiście jak się komuś Mango nie podoba zawsze może zainstalować inny odtwarzacz dostępny na Androida typu PowerAmp czy Neutron.


 

Brzmienie:

Barwa nie jest zdeformowana w żadnym konkretnym kierunku, orbitując blisko neutralności z dobrze rozciągniętym pasmem. To czym dźwięk się odznacza to jak gładki, a jednocześnie wręcz rockowo charakterny jest z natury. Ibasso nie tylko nie podkreśla dodatkowo ostrości zawartych w nagraniach. a wręcz je wygładza niczym rozgrzane żelazko niesforne zmarszczki na koszuli. Przekaz nie jest przyciemniony ani nawet gęsty za to wspomniana gładkość została osiągnięta wyczuwalnym pogrubieniem oraz zmiękczeniem krawędzi w całym spektrum. Najważniejsze że brzmi w sugestywny, w pełni przekonywujący sposób co jest charakterystyczne tylko dla urządzeń wysokiej klasy.

Bas stanowczy, punktualny o wyśmienitym impakcie, dużej masie i odrobinę rozrywkowo zaokrąglonych krawędziach stanowi doskonałe podparcie dla reszty pasma. Średnica pełna, nasycona, barwna, a mimo wszystko nie przyciemniona. Niby równa i neutralna, a jednak tak jakby zaimpregnowana jakimś magicznym specyfikiem dodającym doniosłości. Soprany jeszcze nie potulne ale z całą pewnością przyjazne i nieofensywne bez wyostrzeń. Nadal w prawdziwy sposób oddają tembr talerzy perkusyjnych ale z całą pewnością daleko im do nieprzyjemnego, metalicznego dzwonienia powodującego zgrzyt zębów. Nie jest to z całą pewnością sprzęt dla fanów bliskich spotkań trzeciego stopnia ze śmiałymi sopranami i wyższą średnicą.

Całość bardzo bezpośrednia, jednorodna, mocna i dosadna. Rockowy charakter o którym wspomniałem objawia się zwiększoną masą, doskonałym wyczuciem rytmu oraz świetnie wykończonymi rozwibrowanymi wybrzmieniami – jak nic przychodzą na myśl mocne gitarowe riffy.

Na dużą pochwałę zasługuje świetna holografia, bardzo duża przestrzeń oraz sugestywna stereofonia. Instrumenty są rozmieszczone na scenie sporych rozmiarów w miejscach zgodnych z oczekiwaniami. Dobre wrażenie sprawia przejrzystość oraz naprawdę bardzo duża rozdzielczość. Poprzez zwiększenie masy dźwięku zmniejszyło się miejsce między instrumentami przez co nieco ucierpiała separacja i ilość powietrza które mogły by być odrobinę lepsze ale nadal jest co najmniej dobrze. Wyśmienita za to jest dynamika dodająca dramatyzmu oraz czystość sygnału bez wyczuwalnego szumu.

Brzmienie jest wysoce uniwersalne więc sprawdzi się z dużą gamą słuchawek. Co prawda z mocno ciemnymi słuchawkami Campfire Vega (Recenzja) osobiście dla mnie już brzmiało to zbyt łagodnie. Co ciekawe dźwięk nie jest dodatkowo przyciemniony czy gęsty jedynie brakuje mu krewkości. Vegi to jednak dość ekstremalny przykład bo to mocno ciemne słuchawki. Z już złagodzonymi jednak znacznie bliżej neutralności Sony EX800ST (Recenzja) było już wyraźnie lepiej. Osobiście parowałbym go raczej z jaśniejszymi lub zahaczającymi o ostrości słuchawkami z którymi to zgra się doskonale maskując ich mankamenty, a podkreślając zalety. Nie mam niestety pod ręką i nie sprawdzałem takiego połączenia ale strzelam że połączenie z Campfire Andromeda może dać iście zjawiskowe efekty.

W razie czego DX150 oferuje sporą gamę możliwości zmian dźwięku pod siebie. Od świetnej opcji z wymianą całej sekcji wzmacniacza na inną, przez equalizery i możliwość instalowania innych odtwarzaczy dostępnych na androida aż po wbudowane filtry cyfrowe. Te ostatnie wprowadzają subtelne zmiany które nie zmieniają charakteru brzmienia w jakiś drastyczny sposób ale są i działają.


Porównania:

Cayin N5II (Recenzja) – w zasadzie ten sam poziom jakościowy jednak odmienne podejście do tematu. Cayin stawia na iskrzące soprany, analogową średnicę i lekko podbity bas gdzie DX150 nie ma aż tak mocnego własnego charakteru stojąc bliżej neutralności, a przez to jest bardziej uniwersalny. To gdzie DX150 ma przewagę to scena która jest po prostu większa oraz brak utraty bezpośredniości którą to w udany sposób utemperowano soprany w N5II. Cayin to zadziorna analogowość natomiast Ibasso to wygładzona neutralność. Cayin również jest na androidzie tyle że działającym wolniej i z o wiele niższej jakości ekranem co też znajduje odzwierciedlenie niższej cenie.

Shozy Alien+ (Recenzja) - porównać ich charakter to jak porównywać do siebie wodę i ogień. Alien+ jest i wiele bardziej impulsywny, surowy wręcz pierwotny, a przede wszystkim jest bardzo intensywny, czasami wręcz aż za bardzo. DX150 posiada większą gładkość oraz przestrzeń która w Shozy nie jest specjalnie imponująca natomiast Alien+ posiada odrobinę wyższą rozdzielczość, większą dynamikę, szybkość i lepiej rozciągnięte pasmo. DX150 można słuchać z powodzeniem zarówno krytycznie jak i w tle gdzie Shozy jest w 100% angażujący i nie pozwala skupić się na niczym innym przez co potrafi zmęczyć podczas dłuższych odsłuchów. Alien+ jest mniejszy i w zasadzie tyle bo użytkowo wszystko poza tym po stronie DX150. Słabiutka bateria oraz toporny i uproszczony do bólu system bez niektórych wydawało by się podstawowych funkcjonalności to żaden przeciwnik dla Androida i pięknego ekranu dotykowego z Ibasso.

Colorfly C10 – cudowna, niemal lampowa średnica z colorflaja jest zwyczajnie nie do podrobienia jednak pod każdym innym względem Ibasso jest po prostu lepsze posiadając wyższą rozdzielczość, większą przestrzeń i lepiej rozciągnięte pasmo zwłaszcza w rejonach niskiego basu. Co mnie zaskoczyło to że te odtwarzacze mają mimo wszystko trochę wspólnego a mianowicie nieofensywne wysokie tony i generalnie pogrubione brzmienie. Myślę że jeśli ktoś szukałby na co zamienić C10 zachowując podobny charakter jednak o lepszych technikaliach to DX150 będzie świetnym kandydatem oferując przy tym o niebo lepszy system i obsługę.

Sony WM1A (Recenzja) – Obydwa równie wspaniale oddają barwy bez grama sztuczności jednak Sony posiadając większą przejrzystość potrafi rozróżnić dodatkowe odcienie pomiędzy nimi. Wspominałem że DX150 bardzo ładnie wykończa krawędzie, jednak w Sony one są jeszcze dodatkowo dopolerowane w skali mikro. Ibasso jest bardziej rytmiczny, masywny i dobitny natomiast Sony posiada raczej spokojny, subtelniejszy, bardziej formalny, twardszy acz kulturalny charakter. Duża różnica słyszalna jest od wyższej średnicy w górę gdzie Sony swobodniej operuje pasmem bez kompleksów z dużą pewnością siebie i z dużą ilością powietrza gdzie DX150 radzi sobie dobrze jednak woli zachować umiar. Bardzo duża przestrzeń w DX150 okazuje się wręcz bezkresna w WM1A acz nie wiem czy ten nie jest pod tym względem po prostu liderem na rynku. Sony jest ponad 2 razy droższy, cięższy oraz brak mu możliwości sieciowych za to system choć uboższy w funkcję jest płynniejszy w działaniu. DX150 z androidem i wymiennymi modułami wzmacniaczy jest bardziej funkcjonalny.


Podsumowanie:

Ibasso DX150 to naprawdę kawał udanego odtwarzacza i całościowo jawi się jako naprawdę kompletny pakiet.

Mamy tutaj:

- naprawdę wysokiej klasy, uniwersalne brzmienie o ocieplonym i pogrubionym charakterze doprawione bardzo dużą rozdzielczością i ekspansywną przestrzenią które wydaje mi się trafi w gust wielu osób – mnie z całą pewnością to gra
- żwawo działający pełny android z wszelkimi jego dobrodziejstwami
- solidne wykonanie oraz ładny design dopełniony pięknym ekranem
- cena choć nadal nie niska to moim zdaniem w pełni usprawiedliwiona

Zazwyczaj coś gra dobrze ale posiada słabą funkcjonalność. Coś innego znowuż posiada dobrą funkcjonalność ale jest koszmarnie drogie. To co natomiast rzuca się w oczy w przypadku Ibasso DX150 to brak tego niemal zawsze występującego "ale". DX150 to sprzęt w zasadzie nie posiadający wad. Przemyślany, nie przesadzony, wyważony na bardzo wysokim poziomie pod każdym względem w dodatku z doskonale skalkulowaną ceną i otrzymuje za to dosyć łatwo zasłużoną rekomendację z mojej strony.

Serdeczne dziękuję AudioHeaven.eu za użyczenie sprzętu do recenzji.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ibasso DX120 Recenzja - Mniej znaczy więcej

Ibasso kontynuuje odświeżanie portfolio również w niższych progach cenowych i tak po niemal roku od pierwszych zapowiedzi w końcu zmaterializował się DX120. Urządzenie tańsze, uboższe w funkcjonalność oraz wyraźnie mniejsze od krewniaków z wyższymi numerkami, a więc wydawało by się oferujące również niższą jakość dźwięku. Nic bardziej mylnego. Bohater recenzji jest idealnym przykładem że pieniądze nie grają.

Jako że u Ibasso zmiany dźwiękowe wraz ze zmianami oprogramowania to nie nowość, zaznaczam że urządzenie testowałem na oprogramowaniu z numerkiem V2.0.0

Wygląd i budowa:

Wraz z odtwarzaczem w niedużym pudełku znajdziemy:

- kabelek do wygrzewania wyjścia słuchawkowego
- kabel USB
- kod zniżkowy do wykorzystania w sklepie hdtracks.com
- przejściówka z mini jack na coaxial
- ochronna szybka do naklejenia na plecki, z przodu naklejona jest już fabrycznie
- silikonowe etui, a w zasadzie bumper ponieważ nie chroni ani plecków ani ekranu.



Wygląd całkowicie nowatorski z płynnie zaokrąglon…

Etymotic ER3SE oraz ER3XR Recenzja - Budżetowa Referencja

Etymotic to firma która wynalazła słuchawki dokanałowe, a wprowadzony w 1991 roku model ER4 wykorzystujący przetwornik armaturowy był tak przełomowy że produkowany jest z niewielkimi zmianami do dziś. Przez cały ten czas Etymotic nie poddaje się zmiennym modom i jest wierny swojej filozofii, a więc dostarczaniu referencyjnego, najdokładniejszego i możliwie najmniej podkoloryzowanego dźwięku. Nie będę ukrywał że jestem ogromnym fanem Etymotic i posiadam od wielu lat flagowe Er4-pt oraz Er4XR które to może nie w każdym aspekcie ale są w stanie dotrzymać kroku, a nawet wyprzedzić o wiele droższą multiprzetwornikową konkurencję. Nie dawno zostały zaprezentowane nowe, nieco niżej pozycjonowane modele ER3SE oraz ER3XR wedle zapewnień, oferujące jakość nie dostępną wcześniej na tym pułapie cenowym.

Tak jak w przypadku ER4 tak i ER3 oferowane są w dwóch równorzędnych wersjach a różnica polega na niedużym i liniowym podniesieniu basu w całym jego zakresie. Co ciekawe, Etymotic to nie firma r…