Przejdź do głównej zawartości

Astell&Kern T9ie Recenzja - Czysta przyjemność


Astell&Kern czy może Beyerdynamic? Okazuje się że jedno i drugie ponieważ T9ie powstały przy współpracy obydwu tych zacnych producentów. Wyposażone w rzadko spotykany na tym poziomie jakościowym, jedynie jeden przetwornik dynamiczny tyle, że nie byle jaki bo jest to miniaturowa odmiana dobrze znanego przetwornika Tesla od Beyerdynamic. Luksusowy i unikatowy wygląd to już natomiast z całą pewnością zasługa Astella. Czy ten wyceniony na niemal pięć tysięcy złotych owoc niemiecko-koreańskiej współpracy jest wystarczająco dojrzały? Przekonajmy się.

Wygląd, budowa i akcesoria:

Średniej wielkości, zwyczajne choć estetyczne pudełko.


Oprócz słuchawek przy zakupie otrzymujemy:

- praktyczne, skórzane etui
- 10 par tipsów różnych rozmiarów i rodzajów
- przejściówkę do kabla z zbalansowanego 2,5mm na tradycyjne 3,5mm

Bardzo eleganckie, doskonale wykonane i pachnące luksusem etui. Domykane dodatkowo na magnesik.



Korpusy słuchawek są bardzo małe i lekkie. Zostały one pokryte powłoką PVD przez co są przyjemne w dotyku oraz posiadają wysoką odporność na zarysowania. Lustrzane wykończenie sprawia iż efektownie zakrzywiają odbicia prezentując się nader okazale choć przy okazji dość łatwo się palcują. Tulejki i tipsy mają zaskakujący, bo owalny kształt. Słuchawki aplikuje się bardzo płytko, w zasadzie umieszczając je jedynie na samym początku kanału usznego. Dzięki odpowiedniemu kształtowi tipsów, małemu rozmiarowi słuchawek oraz dodatkowej pomocy odcinków pamięciowych bardzo pewnie trzymają się na miejscu. Takie rozwiązanie sprawdza się wyjątkowo dobrze i słuchawki dosłownie znikają w uszach nie powodując żadnego dyskomfortu nawet podczas naprawdę długich odsłuchów. Są to jedne z najwygodniejszych jeśli wręcz, w ogóle nie najwygodniejsze słuchawki z jakimi miałem do czynienia. Izolacja stoi na średnim poziomie ze względu na to iż korpusy są wentylowane jednak nadal jest w zupełności wystarczająca, aby cieszyć się muzyką w podróży.


Są to kolejne po Aune E1 (Recenzja) i Oriolus Percivali (Recenzja) słuchawki posiadające tak silne magnesy iż kopułki wpływają na siebie magnetycznie gdy je do siebie przyłożyć.


Lime Ears Aether R, Astell&Kern T9ie, Ibasso AM05, Shozy&Neo BG, Ibasso IT01s

Dość gruby, choć lekki i odporny na zaplątywanie kabel to hybryda powstała z połączenia żył miedzianych o czystości 7N oraz srebra 4N. Fabrycznie zbalansowany i zakończony wtyczką 2,5mm. W zestawie otrzymujemy przejściówkę na klasyczny wtyk 3,5mm wykonaną z tych samych materiałów co kabel główny. Odcinki od trójnika do słuchawek przenoszą nieco efektu mikrofonowego, który zazwyczaj jest niwelowany noszeniem kabla za uchem. W tym przypadku jednak ze względu na grube i sztywne odcinki pamięciowe nadal ten nieprzyjemny efekt jest w pewnym stopniu odczuwalny.


Brzmienie:

Zazwyczaj opisy producentów to w kółko powtarzane te same górnolotne stwierdzenia, które nie mówią nic o tym jak dany sprzęt w zasadzie gra. Wyjątkowo jednak, producencki opis T9ie jest nie tyle trafny co praktycznie wyczerpujący temat. Na stronie produktowej możemy przeczytać iż T9ie to "neutralna sygnatura dźwiękowa z miękką górą, liniową średnicą i lekko podwyższonym basem" i rzeczywiście mogę się pod tym podpisać ponieważ dokładnie takie brzmienie otrzymujemy. Jako jednak iż moje recenzje skierowane są raczej do tych najbardziej wymagających pasjonatów, wypada naturę T9ie zbadać dogłębniej.


Pierwsze co rzuca się w uszy to zdecydowanie słyszalny i odczuwalny subbas tyle, że nigdy nie próbuje on nadmiernie skraść zbytnio atencji słuchacza tak jak miało to miejsce na przykład w Fiio FH5 (Recenzja). Występuje on tutaj bardziej w roli dodatkowego elementu, który jest mniej lub zupełnie niezauważalny w przypadku innych konstrukcji. Zdecydowanie lubi sobie pomruczeć i wypełnić scenę jednak nigdy nie zagłusza pozostałych elementów. Bas wyższy o konkretnym impakcie i przyjemnej niewyżyłowanej specyfice, charakterystycznej dla basu z przetwornika dynamicznego. Posiada mocny impakt, bardzo wysoką kontrolę i szybkość jednak nie ma śladu utwardzania czy nadmiernej pośpieszności w prowadzeniu wybrzmień. Lekko zaoblony jednak nadal z doskonale zarysowanymi i jędrnymi muskułami. Szybkość jak już wspominałem w sam raz, ani za szybko ani za wolno dzięki czemu jest naturalnie. Ilościowo konkretnie, jednak bez bombastyczności i gdyby nie zwiększona ilość basu najniższego to pokusiłbym się nawet o stwierdzenie iż jest neutralnie. Całość doskonale sprawdza się w każdym gatunku muzyki.

Tony średnie pełnokształtne, dociążone i ocieplone choć cały czas wysoce wierne i realistyczne. Wokale nie są do końca bezpośrednie i dochodzą tak jakby zza kocyka. Nie jest to jednak prezentacja stłamszona, a bardziej złagodzona odpowiednio dobranym i profesjonalnie nałożonym filtrem. Efekt jest taki, że odbieramy bardzo wierne, realistyczne, dźwięczne i w pełnej skali wokale kipiące emocjami w bardzo wysokiej rozdzielczości tyle, że kompletnie pozbawione sybilizacji czy innych ewentualnie nieprzyjemnych przenikliwości. Jest bardzo wyraźnie, tyle że nie do końca bezpośrednio i bez spouchwalania. Piękno muzyki ukazywane jest tutaj z bezpiecznej odległości oraz dodatkowo upiększone przez odfiltrowanie niedoskonałości.

Wysokie tony osłodzone i nie forsowne. Podane w sposób przystępny bez nad aktywności co nie przeszkadza im w byciu całkowicie selektywnymi i doskonale widocznymi. Nic nie szeleści, ale również się nie zamazuje przez co stanowią naprawdę klasowe wykończenie będąc niejako wisienką na torcie. Cykadełka posiadają wrodzoną słodycz i wyrafinowaną klasę. Przetwornik Tesla spotykany w pełnowymiarowych słuchawkach nausznych Beyerdynamic'a bywa czasami krytykowany za zbytnie podkreślenie wyższej średnicy i sopranów przez co brzmienie w niefortunnych połączeniach sprzętowych może zostać odebrane jako krzykliwe i ostre. W T9ie możemy o tym zapomnieć ponieważ prawdopodobnie dzięki zastosowaniu podwójnego filtra akustycznego żadne ostrości nie będą nas tutaj niepokoić. Soprany zamiast dodawać pikanterii, osładzają wręcz lekko przekaz jednocześnie nadal przekazując multum informacji.

Astell&Kern T9ie i Sony WM1A


Czy da się podejść bliżej i odczuć muzykę mocniej? Jasne, ale trzeba też być przygotowanym na to, iż nie wszystko w naszych ulubionych nagraniach może nam się spodobać. Konkretnie mówię tutaj o realizacji nagrań, których produkcja często podporządkowana jest urządzeniom wątpliwej jakości bo i na takich słucha większość społeczeństwa. Ważne, aby było głośno i dynamicznie na kuchennych radyjkach czy pchełkach dołączanych do telefonów. To, że przy okazji osoby zwracające uwagę na to na czym i w jakiej jakości słuchają otrzymają nagranie ostre, męczące ze skompresowaną dynamiką ma już niestety znaczenie drugorzędne. T9ie wychodzą nam tutaj na przeciw oferując brzmienie skierowane dla melomanów. Jest stosunkowo wiernie i naturalnie, jednak na tyle łagodnie, aby żadne mankamenty techniczne nagrania nie ingerowały w nieskrępowaną przyjemność odczuwalną podczas odsłuchów.

Całościowo brzmienie jest raczej dosadne i głębokie, ale nie duszne czy stricte ciemne, choć też bez specjalnie dużej ilości powietrza czy światła. Pomimo niezbyt neutralnego pasma przenoszenia, maniera w gruncie rzeczy wydaje się neutralna choć w zupełnie inny niż zazwyczaj sposób. Mimo iż balans tonalny neutralny nie jest to tembr instrumentów i ludzkich głosów zdecydowanie stawia na realizm. Jest ciepło, łagodniej, a jednak całkiem przekonywująco.

Dzięki mocno rozbudowanemu subbasowi brzmienie może wydawać się gęstsze i lekko przysadziste, tyle że selektywność, rozdzielczość oraz szczegółowość nadal pozostają na bardzo wysokim poziomie. Mimo niezbyt dużych pokładów powietrza przestrzeń okazuje się mieć pokaźne rozmiary i otwarty charakter. Rewelacyjnie przedstawia się przekazywane złudzenie głębi z kształtnymi i trójwymiarowymi źródłami pozornymi. Pomimo kreowania pełnych kształtów. szybkość również często kojarzona z przetwornikiem Tesla przedstawia się popisowo dzięki czemu brzmienie nie przestaje być energetyczne i angażujące.

Astell&Kern T9ie i Ibasso DX160

Porównania:

Campfire Vega (Recenzja) - zdecydowanie więcej zarówno basu jak i wysokich tonów choć całościowo oferowane brzmienie jest ciemniejsze. Bas pełny o fenomenalnym impakcie, głębokim zejściu i nienagannej kontroli. T9ie nie są w stanie się tutaj z nim równać. Średnica w Vega oddalona, ciemniejsza, gęstsza i o analogowo dopalonej barwie. Średnica z T9ie bliższa, bardziej dźwięczna i bardziej wyrazista. Wysokie tony w Vega o wiele mocniej zaznaczone, iskrzące i dodające pikanterii brzmieniu. Te z T9ie gładsze, słodsze i bardziej kulturalne. Brzmienie Vega jest uśmiechnięte i efektowne mimo iż w gruncie rzeczy ciemnawe. T9ie sprawiają wrażenie neutralnych i łagodniejszych, ale bardziej wyrafinowanych. Jedne i drugie są bardzo małe i wygodne jednak T9ie są lżejsze.

Noble Django (Recenzja) - ogólnie nieco więcej basu choć postawiono większy nacisk na bas średni z wyczuwalnym osłabieniem basu najniższego. Maniera charakterystyczna dla basu z przetworników armaturowych a więc z utwardzeniem w kulminacyjnym momencie. Inaczej przedstawia się to w przypadku T9ie ponieważ mimo iż ogólnie basu jest mniej, to zdecydowanie więcej znajdziemy tutaj basu najniższego. Maniera również charakterystyczna tyle, że dla przetwornika dynamicznego, a więc wysoka choć nieprzesadna kontrola, spora szybkość oraz brak utwardzania. Niższa średnica w Django mocniej dociążona i gęstsza w stosunku do bardziej neutralnej z T9ie. Wyższa średnica Django mimo iż gładka i pozbawiona ostrości to nadal dźwięczna i wyrazista. Ta z T9ie bardziej realistyczna i naturalna jednak podana zza kocyka. Wysokie tony Django energetyczne, ale szybko się kończą przez co góra brzmi łagodnie i z osłabionym pazurem. Te z T9ie sięgają dalej i mimo iż są miękkie przekazują więcej informacji. Całkiem niezła wygoda w niemałych przecież Django jednak nie aż tak rewelacyjna jak ta oferowana przez T9ie.

Empire Ears Valkyrie (Recenzja) - posiadają zdecydowanie więcej basu w każdym momencie, poruszającego ogromne ilości powietrza z masywnym choć miękkim impaktem. Bas w T9ie mimo iż nie jest neutralny w porównaniu do Valkyrie taki się wydaje. Całkiem pokaźna ilość basu najniższego nie robi żadnego wrażenia na tym zawartym w Valkyrie. Szybkość podobnie wysoka jednak bas w T9ie jest bardziej zwarty i lepiej kontrolowany. W Valkyrie niższa średnica bardziej dociążona choć oddalona za to ta wyższa bardziej zwiewna i bliska. Średnica w T9ie raczej neutralna i realistyczna mimo iż lekko ocieplona. Wysokie tony o podobnym rozciągnięciu jednak z o wiele większą prezencją w Valkyrie. Są przy tym nieco odchudzone i potrafią być bezlitosne dla nagrań. Soprany w T9ie wydają się miękkie i łagodniejsze mimo iż nadal są bardzo wyraźne. Valkyrie tworzą dźwięk o wiele większy i bardziej efektowny, natomiast T9ie są cieplejsze, naturalne i bardziej wyrozumiałe.


Podsumowanie:

Astell&Kern T9ie okazują się być bardzo ciekawym modelem. Dostajemy tutaj wysokiej klasy wykonanie, unikatowy i cieszący oko wygląd, natomiast komfort użytkowania trzeba określić jako co najmniej fenomenalny. Brzmieniowo również się mocno postarano i pomimo iż styl można określić jako ocieplony i muzykalny to jednocześnie cały czas jest całkiem wierny i nieprzekłamany. Osoby wrażliwe na wszelkie ostrości w nagraniach z pewnością docenią również fakt iż muzyka odtwarzana na T9ie jest ich całkowicie pozbawiona. Krótko mówiąc, sprzęt dla melomana stworzony do długich odsłuchów.

Strona producenta: https://www.astellnkern.com/

Serdecznie dziękuję MP3Store.pl za użyczenie sprzętu do recenzji.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ranking słuchawek dokanałowych IEM

Poniżej znajduje się ranking słuchawek dokanałowych, które miałem okazję przetestować.

OGÓLNE WYTYCZNE

- Ocenie podlegał wyłącznie dźwięk.
- Konkretne numerowane pozycje na liście to moje subiektywne odczucia i kolejność w jakiej bym po nie sięgał.
- Sprzęt przypisany do danego działu obiektywnie jest na porównywalnym poziomie.
- Cena nie ma wpływu na ocenę, podana jest wyłącznie w celach informacyjnych.
- Lista ma charakter rozwojowy i kolejne pozycje będą dodawane w ramach możliwości.
- Jestem tylko człowiekiem i mogę się mylić!

DEFINICJE POZIOMÓW

End Game - słuchawki wyznaczające nowe granice tego co jest fizycznie możliwe

Ultra High End - słuchawki ze swoim brzmieniowym charakterem jednak w zasadzie już bez wad - świetne pod każdym względem.

High End - w pewnych aspektach brzmienie na poziomie Ultra jednak w innych do tego poziomu brakuje

Mid End - po prostu bardzo dobre brzmienie

Entry Level - poziom który pozwala już w pełni cieszyć się muzyką bez grymasu

Low End - słuchawki p…

Ibasso DX160 Recenzja - Mała sensacja

Ibasso wie jak robić dobrze brzmiące odtwarzacze i udowodniło mi to wielokrotnie goszcząc na moim biurku. Wydawać by się mogło, iż sugerując się nazewnictwem i ceną, dzisiejszy bohater to przedstawiciel średniego segmentu odtwarzaczy przenośnych. Dzieli on jednak nieprzyzwoicie dużo elementów z najwyżej pozycjonowanym w ofercie DX220 i to z tymi najważniejszymi włącznie. Poniższa recenzja z jednej strony może wydać się niektórym nudna ponieważ ze względu na ilość podobieństw w większym stopniu będzie opowiadać o różnicach w stosunku do znacznie droższego brata, ale zapewniam że końcowe wnioski okazują się małą sensacją.

Wygląd i budowa:

Nieduże pudełko, niczym specjalnie się nie wyróżniające.



Wraz z odtwarzaczem w pudełku znajdziemy:
- silikonowe etui
- folie ochronne na ekran
- kabel usb


Wygląd bardzo prosty i czysty z zaokrąglonymi krawędziami. Jedynym ozdobnikiem jest złoty, głęboko żłobiony potencjometr. Recenzowany egzemplarz jest koloru czarnego, ale w ofercie dostępnych jest ró…

Ibasso DX220 AMP8 i AMP9 Recenzja - Punkt odniesienia

Ibasso po dwóch latach odsyła na emeryturę swój flagowy odtwarzacz i wprowadza nowość pod nazwą DX220. Technikalia robią wrażenie, bo na pokładzie mamy dwie kości ESS Sabre 9028pro z przeznaczeniem do sprzętu stacjonarnego, 5 calowy ekran dotykowy od Sharpa, 8 rdzeniowy procesor, 4gb ramu, nowoczesny Android 8.1 Oreo, dwukierunkowy Bluetooth 5.0 z LDAC i Aptx, obsługę MQA oraz DSD512. Pozostawiono też możliwość wymiany modułów wzmacniacza, a w zestawie znajduje się nowa konstrukcja AMP1mk2. Imponujące zważywszy że cena pozostała w zasadzie bez zmian w stosunku do poprzednika. No dobrze, ale czy rzeczywiście warto się nim zainteresować?

Wygląd i budowa:

Unboxing w przypadku DX220 to nie lada wydarzenie bo tym razem Ibasso poświęciło opakowaniu więcej uwagi.



Pudełko z fakturą materiału imitującą nieco skórę oraz fikuśnie przecięte pod skosem. Po wysunięciu w efektowny sposób ukazuje nam się odtwarzacz. Jeśli widzieliście filmiki z wypadającymi z pudełek smartfonami podczas nieostrożnego…