Przejdź do głównej zawartości

Ibasso DX220 AMP8 i AMP9 Recenzja - Punkt odniesienia


Ibasso po dwóch latach odsyła na emeryturę swój flagowy odtwarzacz i wprowadza nowość pod nazwą DX220. Technikalia robią wrażenie, bo na pokładzie mamy dwie kości ESS Sabre 9028pro z przeznaczeniem do sprzętu stacjonarnego, 5 calowy ekran dotykowy od Sharpa, 8 rdzeniowy procesor, 4gb ramu, nowoczesny Android 8.1 Oreo, dwukierunkowy Bluetooth 5.0 z LDAC i Aptx, obsługę MQA oraz DSD512. Pozostawiono też możliwość wymiany modułów wzmacniacza, a w zestawie znajduje się nowa konstrukcja AMP1mk2. Imponujące zważywszy że cena pozostała w zasadzie bez zmian w stosunku do poprzednika. No dobrze, ale czy rzeczywiście warto się nim zainteresować?

Wygląd i budowa:

Unboxing w przypadku DX220 to nie lada wydarzenie bo tym razem Ibasso poświęciło opakowaniu więcej uwagi.



Pudełko z fakturą materiału imitującą nieco skórę oraz fikuśnie przecięte pod skosem. Po wysunięciu w efektowny sposób ukazuje nam się odtwarzacz. Jeśli widzieliście filmiki z wypadającymi z pudełek smartfonami podczas nieostrożnego otwierania to Ibasso zadbało, aby tutaj to się nie zdarzyło i odtwarzacz jest delikatnie przyklejony do tacki.


Wraz z odtwarzaczem w pudełku znajdziemy:

- skórzany futerał
- kabel usb
- kabel do wygrzewania wyjścia słuchawkowego
- przejściówka z 3,5mm na coaxial
- ochronne folie na ekran

Etui dobrej jakości w kolorze, który określiłbym mianem odważnego. Wykonane z miękkiej skóry o również miękkim materiałowym wnętrzu. Mogło by lepiej chronić górę odtwarzacza oraz być lepiej docięte w okolicach pokrętła głośności, ale biorąc pod uwagę, że dostajemy je w cenie, jest bardzo dobrze.


DX220 odchodzi wyglądem od futurystycznie-militarnego stylu z DX150 i DX200 na rzecz bardziej eleganckiego i czystszego. Jest nie tylko mniejszy od poprzedników, ale też ma większy ekran, z o wiele mniejszymi ramkami wokół niego. Ekran pokryto szkłem Gorrilla z zaokrąglonymi krawędziami jak w nowoczesnych smartfonach. Czysto, schludnie i bez szaleństw.


Góra - włącznik, złącze usb typ-c, wyjście spdif


Lewy bok - slot na karty micro sd


Prawy bok - przyciski play/next/back i pokrętło głośności


Dół - AMP1mk2 z wyjściem liniowym, słuchawkowym 3,5mm oraz zbalansowanym 2,5mm


Korpus i pokrętło głośności wykonane oczywiście z metalu. Obrobienie jeszcze nie luksusowe, ale bardzo solidne, bez niedoróbek czy ostrych krawędzi.


Ekran ochoczo reagujący na dotyk o wysokiej rozdzielczości, szerokich kątach patrzenia do tego bardzo jasny i z żywymi kolorami. Nie jest to jeszcze poziom OLEDów z najnowszych smartfonów jednak jak na standardy odtwarzaczy robi wrażenie.

DX220 posiada bardzo czysty sygnał bez szumu wartego wspominania nawet z bardzo niskoohmowymi słuchawkami. Mocy na wyjściu zbalansowanym co nie miara bo aż 6Vrms co wedle moich obliczeń przekłada się na ponad 2 Waty. Nie będzie więc problemu, aby wysterować praktycznie wszystkie słuchawki na rynku w stopniu przynajmniej satysfakcjonującym. Zostało to niestety okupione niezbyt imponującym czasem pracy na jednym ładowaniu, które producent określił na około 8 godzin, jednak ani razu nie udało mi się tego osiągnąć. Realistycznie trzeba liczyć się z czasem pracy w okolicach 6, maksymalnie 7 godzin. Całe szczęście DX220 obsługuje szybkie ładowarki, co skutecznie skraca proces ładowania sporej 4400mah baterii. Poziom 70% naładowania osiągniemy w nieco ponad godzinę. Warto dodać, że urządzenie wyraźnie nagrzewa się podczas pracy w zależności od gęstości odtwarzanych plików i obciążenia słuchawkami. Zapewne skróci to dość szybko żywotność baterii, które nie lubią wysokich temperatur. Dystrybutor zapewnia jednak, że ewentualna wymiana baterii nie stanowi większego problemu. Wysoka temperatura pracy i krótki czas działania spowodowane są najpewniej wykorzystaniem wysokiej klasy kości DAC Sabre ES9028pro, które przeznaczone są teoretycznie do pracy w urządzeniach stacjonarnych. Wbudowana pamięć do dyspozycji użytkownika to jedynie 64gb, ale oczywiście na pokładzie znajduje się slot na kartę SD.

Podobnie jak wcześniej DX200 i DX150 tak też DX220 ma możliwość wymiany modułu wzmacniacza. Wszystkie poprzednie jak i te zapowiedziane (naliczyłem ich już aż 10) są kompatybilne ze wszystkimi odtwarzaczami. Producent zadbał o dużą różnorodność więc poszczególne moduły oferują różną tonalność, a także różne konfiguracje wyjść różniące się mocą co też przekłada się na krótszy lub dłuższy czas pracy samego odtwarzacza. DX220 w zestawie posiada nową konstrukcję pod nazwą AMP1mk2. Warto dodać że urządzenie zostało tak zaprojektowane że wymienny moduł stanowi integralną część i razem tworzą absolutnie sztywny monolit.


System i Funkcje: 

Odtwarzacz działa pod kontrolą całkiem świeżego i w zasadzie w pełni funkcjonalnego, czystego Androida 8.1 Oreo. Nie ma jedynie natywnego dostępu do sklepu Google Play ze względów licencyjnych. Nic nie stoi na przeszkodzie aby aplikacje doinstalowywać sobie ręcznie lub przy pomocy wgranej już na deixa aplikacji APKPure. Serwisy streamingujące jak Tidal czy Spotify działają w pełni, wyglądają i zachowują się dokładnie tak samo jak te na smartfonach, a więc mamy też tryb offline. Jeśli komuś bardzo przeszkadza brak natywnego dostępu do sklepu Google zawsze można zmienić oprogramowanie na alternatywne pod nazwą Lurker.


Sam system działa dość żwawo i nie jest to co prawda szybkość i płynność na poziomie najnowszych smartfonów jednak jak na standardy odtwarzaczy jest naprawdę bardzo dobrze. Oprogramowanie w testowanej wersji 1.11.140 nie jest jeszcze w 100% stabilne i zdarzyło się kilkukrotnie podczas intensywnych testów, że odtwarzacz przestał reagować. Pomagało przytrzymanie włącznika i restart urządzenia.


Główną aplikacją jest odtwarzacz Mango Player w nowej odsłonie. Ładny z wyglądu, szybki i intuicyjny w obsłudze. Wszystkie opcje, które taka aplikacja powinna posiadać są i działają zgodnie z przeznaczeniem. Uwagę przykuwają equalizery, prostszy graficzny oraz onieśmielająco wręcz rozbudowany, parametryczny dający możliwość drobiazgowej ingerencji w pasmo.



Producent dał możliwość uruchomienia odtwarzacza w bardziej purystycznym systemie Mango OS. Pozbawiony jest on wtedy wszelkich udogodnień znanych z Androida, wifi oraz bluetooth, a pozostawiono jedynie możliwość odtwarzania muzyki, equalizer, oraz usb dac. System jest podobny do aplikacji Mango tyle że tutaj robi za cały system. Pomimo braku animacji przechodzenia między ekranami i uproszczenia funkcji system działa dość topornie reagując na dotyk z wyraźnym opóźnieniem. Zmianie ulega również sam dźwięk do czego wrócę w następnej sekcji.



Brzmienie:

DX220 posiada bardzo trudny do opisu charakter bo oferuje perfekcyjnie zblendowaną fuzję różnych cech szczególnych. Ani za ciepło, ani za zimno, ani za jasno, ani za ciemno. Bezpośrednio, ale nie na twarz, kolorowo ale nie jaskrawo, wyraźnie, ale nie zbyt ostro. Nie problem zrobić ciepły i przyjemny odtwarzacz który będzie gubił szczegóły, nie problem również zrobić analitycznego przecinaka kosztem muzykalności. Sztuką jest zrobić odtwarzacz który będzie podawał taką samą ilość detali jak ten analityczny przecinak, dając przy tym tyle przyjemności z odsłuchów co ten ciepły i to wszystko z zachowaniem spokoju i opanowania. Urządzenia łączące wszystkie te cechy to sprzęt z najwyższej brzmieniowej półki i właśnie tak gra DX220. Z radością donoszę, że urządzenie na najnowszych kościach Sabre ES9028pro nie posiada już tej klinicznej amuzykalności w którą wyposażano starsze i mniej zaawansowane konstrukcje wmawiając nam że tak ma być. Nie ukrywam że sprawia mi to osobistą satysfakcję ponieważ, jako częstemu krytykowi starszych kości Sabre odbieram złagodzenie kierunku jako potwierdzenie iż miałem rację.

Wysokie tony o rewelacyjnie dalekim rozciągnięciu, ale nieprzesadzonej prezencji. Czytelność i selektywność stoi na najwyższym poziomie do tego są gładkie, czy wręcz wypolerowane. Każde uderzenie w talerz perkusyjny brzmi dźwięcznie oraz dzięki fenomenalnej rozdzielczości unikatowo. Dzięki temu uniknięto robotycznej powtarzalności i zachowano ludzki czynnik pomimo technicznego wyśrubowania wysokich tonów.

Neutralna, a przede wszystkim bardzo przewiewna średnica cechuje się wyważeniem i spokojem. Żadna składowa nie próbuje się wywyższać dzięki temu mamy perfekcyjne zespolenie instrumentów z wokalami. Każdy element ma swoje miejsce i nie przeszkadza drugiemu. Imponujące czarne tło sprawia, że źródła wydają się od siebie jeszcze lepiej odseparowane, a łączy je wcale nie tak subtelny oddech świeżego powietrza dzięki któremu tony średnie brzmią mocno i wyraziście, sprawiając przy tym wrażenie gładkich i połyskliwych. Jednocześnie nadal czuć organiczną plastyczność i wrodzone ciepło dzięki czemu nie ma tu mowy o nawet najmniejszych oznakach bycia oschłym w obejściu. Nie wyczułem również żadnych ostrości i wystających drzazg na których można by sobie skaleczyć ręce, ekhem, uszy.

Bas rewelacyjnie precyzyjny, trafiający idealnie w cel, szybki i nie przeciągający dodatkowo wybrzmień. Nie sprawiający też wrażenia nadmiernie pośpiesznego. Doskonale odczuwalny z zejściem sięgającym naprawdę nisko. Jeśli posiadasz słuchawki którym czegoś brakuje w kwestii basu to DX220 go od siebie nie doda, jednak zadba aby wydobyć z nich absolutnie każdego nawet najniższego herza. Fenomenalna ilość tekstur, które przy DX220 bardzo łatwo rozróżnić ze względu na rozdzielczość, czystość i wzorową dyscyplinę z zachowaną sprężystością bez utwardzania. Bas oddany jest z dużą pewnością siebie i stanowczością sprawia wrażenie jak by wiedział że nie musi niczego nikomu udowadniać.

Przestrzeń ogromna, równie szeroka co u lidera w tym temacie czyli Sony WM1A. Super sugestywna holografia z realistycznie i w przekonywujący sposób rozmieszczonymi źródłami na scenie. Pierwszy plan, ani za blisko ani za daleko bez żadnych mgiełek, z dużą ilością powietrza o nasileniu i barwie światła którą określiłbym jako naturalna i akurat w sam raz. Rozdzielczość, wielkość instrumentów i przejrzystość na fenomenalnym poziomie, tak że nic wyraźnie lepszego z przenośnego odtwarzacza nie słyszałem. Powiedziałbym nawet że niemal najlepsze w sprzęcie przenośnym w ogóle, jednak wciąż dystans do Chord Hugo 2 jest wcale nie taki mały. Nie zmienia to faktu że Ibasso nadal daje wybitny wgląd w nagranie bez choćby najmniejszych ciągot do szpitalnej antyseptyczności na której lubią opierać się się urządzenia celujące w nadmierną analizę.

Ibasso DX220 i Shozy & Neo BG

DX220 dla mnie posiada wszystkie cechy sprzętu, który można nazwać referencyjnym. Nie ma tutaj niedoboru ani zbytniego rozpasania w żadną stronę. Chcesz sprzęt który dodatkowo doświetli Ci słuchawki? Szukaj gdzie indziej. Chcesz sprzęt który mocno je dociąży? Ponownie, szukaj gdzie indziej. Chcesz sprzęt który z najwyższą pieczołowitością pokaże klasę i co ważne charakter słuchawek takimi jakie są? Jesteś u celu. DX220 jest transparentny, a więc dodający od siebie jak najmniej własnego charakteru. Oznacza to że robi wszystko co do niego należy budując solidny fundament na którym oprzeć mogą się słuchawki. Nie zmieni ich natury, ale wydobędzie całą ich esencje podlewając to światowej klasy technikaliami. Z łatwością mogę wskazać kilka urządzeń z różnych półek jakościowych, które celują w jakiś konkretny charakter i np Pioneer XDP100r i Ibasso DX120 (Recenzja) zaliczyłbym do grona chłodniejszych, ale już Shanling M5s (Recenzja) i Cayin N5II (Recenzja) to już cieplejsze brzmienie. Ciężko mi natomiast wskazać równie neutralne urządzenie i najbliżej mu tutaj do Chord Hugo 2, ten jednak ze względu na niebotyczną czystość i siłę z jaką przedstawia muzykę może również wydawać się nieco jaśniejszy. Widać to na przykład po tym że słuchawki jasne i analityczne stają się z Hugo 2 już nazbyt intensywne wpadając w hiperdetalizę gdzie na DX220 nie jest to aż tak odczuwalne. Nie zamaskuje on ani wad sprzętu towarzyszącego ani nagrań z drugiej strony też ich też nie wyolbrzymi. Sybilizanty w nagraniach z takowymi, słychać, ale nie są one ani trochę irytujące. Dodatkowo podoba mi się z jak dużą pewnością siebie, spokojem i opanowaniem DX220 kreśli dźwięk. Sprawia wrażenie jak by nic nie było w stanie go zaskoczyć czy zbić z tropu. Robi swoje jak stary wyga z doskonałym wyczuciem czasu jednocześnie przekazując silne poczucie posiadania zapasu w każdym aspekcie.

Aby lepiej zobrazować z czym mamy tutaj do czynienia dodam, że moim zdaniem Ibasso DX220 gra lepiej niż Astell&Kern AK380. Oczywiście nie jest to już nowa konstrukcja i doczekała się już dwóch następców, z którymi co prawda nie miałem okazji się zapoznać, ale nie wątpię, że jeszcze bardziej podniosły one poprzeczkę. Tym niemniej raptem kilka lat temu AK380 było to bezprecedensowe osiągnięcie w kategoriach odtwarzaczy przenośnych. Stawiał na nieco łagodniejsze brzmienie, ale nie da się ukryć że oferował imponujące możliwości techniczne. Grał jednak trochę dla siebie i sprawiał przy tym wrażenie jakby jedynie oferował możliwość podglądania go przy pracy z boku. DX220 oferuje bardzo porównywalne umiejętności tyle, że jest znacznie bardziej angażujący i skupiony na słuchaczu.

Ibasso DX220 i Ibasso IT01s

Filtry cyfrowe - zaimplementowane w kości DAC często dostępne również w innych urządzeniach. Przyznam szczerze, że w DX220 zmieniają wyjątkowo mało. Przykładowo filtry w Chord Hugo 2 (Recenzja) czy Ibasso DX120 (Recenzja) zmieniały dla mnie dźwięk wyczuwalnie na poziomie oczywistym. W takim Shozy Alien+ (Recenzja) wręcz tak fundamentalnie, że nie mam pewności czy zostały one tam w ogóle poprawnie zaimplementowane. W DX220 natomiast, zmiany są tak małe i tak nieznaczące że w zasadzie jest mi obojętne, który został wybrany. Jeśli mimo wszystko musiał bym wybrać to najlepiej brzmi mi filtr Brickwall, ale nie jestem w stanie dokładnie wskazać palcem dlaczego, po prostu brzmi najmocniej. Mam wrażenie że filtry Fast Roll-off brzmią najbardziej wyraziście, a Slow-Roll-off bardziej miękko, tyle że różnice są dla mnie tak małe, że równie dobrze mogą one być spowodowane autosugestią.

Mango Aplikacja kontra Mango system operacyjny - DX220 w trybie purystycznym z uruchomionym systemem Mango OS brzmi bardziej analitycznie, jaśniej i ogólnie z mocniej zaakcentowanymi sopranami podczas gdy aplikacja Mango APP pod Androidem brzmi bardziej naturalnie, z lepiej dociążoną zarówno średnicą jak i mocniejszym basem. Osobiście preferuje bardziej brzmienie z aplikacji pod Androidem jednak dobrze mieć w zapasie opcję bardziej analityczną.

Ibasso AMP8 - razem z DX220 do recenzji przyjechał również dodatkowy moduł wzmacniacza o nazwie AMP8. Jednostka w pełni dyskretna i zbalansowana, wyposażona wyłącznie w jedno zbalansowane wyjście 4.4mm. Wiąże się to zatem z brakiem możliwości podłączenia słuchawek z tradycyjnym kablem niezbalansowanym zakończonym wtyczką 3,5mm.

Na AMP8 instrumenty wydają się większe, bardziej bezpośrednie i ogólnie oferuje on granie z większym rozmachem. Każdy element jednak, posiada słabszy obrys i nie jest aż tak czysto, a przy tym również gęściej. W AMP8 znajdziemy podbity bardziej ekspansywny bas, ale o słabszej kontroli i nie tak celnym impakcie jak w AMP1mk2. Średnica bliższa, ale nie tak precyzyjna, wysokie tony bardziej iskrzące i nie tak gładkie oraz lub właśnie dzięki temu bardziej odczuwalne, dodają przy tym trochę więcej pieprzności i zadziorności. Nie mogę powiedzieć aby AMP8 był jednoznacznym usprawnieniem. Moim zdaniem to po prostu inny rodzaj brzmienia z naciskiem na inne elementy. AMP1mk2 wydaje się bardziej poprawny i uniwersalny, AMP8 za to wydaje się bardziej ekscytujący i charakterny.

Ibasso AMP9 - zapowiedziany już kawał czasu temu, ultra ciekawy moduł lampowy zbudowany w oparciu o wynalazek pod nazwą Korg NuTube czyli podwójną triodę nowego typu. Wyposażony jedynie w złącze niezbalansowane 3,5mm. Trzeba pogodzić się z niższą mocą, lekkim szumem z niskoohmowymi słuchawkami, a tak że rzadko bo rzadko, ale jednak zdarzającymi się  przydźwiękami od lampy spowodowanymi częstym przy lampach, efektem mikrofonowym. Na szczęście są one bardzo mało dokuczliwe, czy wręcz pomijalne.

Przez półprzeźroczystą obudowę widać delikatnie świecącą triodę Korg NuTube

W nocy za to widać ją już całkiem mocno.

Dźwięk AMP9 w porównaniu do AMP1mk2 jest węższy, z gorszą stereofonią, nie tak czysty, ze słabszą separacją i niższą rozdzielczością. Jest też słodszy, bardziej homogeniczny, bliższy, nasycony, harmonijny i głęboki. Wysokie tony oblane lukrem nie brylują już rozdzielczością, ale są niesłychanie przyjemne, pozbawione ostrości i zaciętości. Wypchnięta średnica choć dźwięczna to o miodowej barwie i robiąca do słuchacza maślane oczy. Nie przyciemniona, a wręcz emanująca jakąś magiczną poświatą rozproszonego i miękkiego światła. Wokale są większe, bliższe i bardziej doniosłe, a przy tym uwodzicielskie. Bas z jędrną warstewką tłuszczyku zmiękczającą punkt uderzenia, ale już nie jego przyjemną masę. Materiały z jakich AMP9 konstruuje dźwiękowe tekstury to w stu procentach elementy naturalne. Mamy różne odmiany drewna, skóry, aksamitów, a nawet kamieni szlachetnych kiedy trzeba błysnąć świetlistym refleksem. Nie odnajdziemy tutaj natomiast żadnych plastików i innych syntetyków. AMP9 gra gorzej od pozostałych modułów, ale zdecydowanie od nich ładniej przez co muzykę się tutaj chłonie zamiast jej słuchać. Dodaje klimatu i swoistej aury charakterystycznej dla urządzeń lampowych. Ostrzegam - to uzależnia.

Ibasso DX220 i Campfire Vega

Porównania:

Ibasso DX150 (Recenzja) - posiada więcej basu, o wiele łagodniejsze i mniej rozciągnięte wysokie tony, rysuje dźwięk grubiej i nieco bardziej kolorowo. DX220 jest bardziej rozdzielczy, zwarty, kreśli bardziej wyraźny i mocniejszy obraz. Przestrzeń w DX150 niewiele mniejsza, ale z mniej sugestywną holografią. DX150 jest trochę większy, ma mniejszy i gorszej jakości ekran, działa wolniej oraz posiada starszą wersję zarówno systemu jak i aplikacji Mango.

Sony WM1A (Recenzja) - każdy element sprawia wrażenie oddanego głębiej i dosadniej, ale jednocześnie nie aż tak precyzyjnie gładko i nie tak czysto. Wysokie tony bardziej selektywne, wyraźne i gładsze w DX220, te w Sony bardziej iskrzące, średnica w Sony odrobinę przyciemniona ale bardziej dźwięczna i barwna, ta w Ibasso lepiej doświetlona i przewiewna, bas w Sony bardziej obecny i z większym impaktem ten w Ibasso bardziej zwarty i zdyscyplinowany z wcale nie słabszym zajściem.  Przestrzeń równie ogromna w obydwu na boki, Sony do tego bardziej układa elementy warstwami w głąb. DX220 jest bardziej szczegółowy, wierny i uczciwy, a WM1A trochę bardziej angażujący, podkolorowany i melodyjny. Wielkościowo jednakowo duże i ciężkie, Sony posiada mniej rozbudowany, ale dzięki temu szybszy i płynniejszy system. Mocy dużo więcej w Ibasso co okupione zostało o wiele gorszym czasem pracy na jednym ładowaniu.

Chord Hugo 2 (Recenzja) - celują w to samo czyli transparentne i neutralne brzmienie. Hugo 2 idzie jednak na całość w kontekście wywindowania technikaliów. Waga, wielkość i impakt instrumentów są większe, a krawędzie super precyzyjnie rysowane do poziomu subatomowego. Większa jest też ogólna czystość, przestrzeń i separacja. Dla mnie Hugo 2 to w prostej linii rozwinięcie wszystkich dźwiękowych cech DX220. Hugo 2 jest niemal trzy razy droższy, o wiele większy, kanciasty i o wiele mniej funkcjonalny przez potrzebę zasilenia go dodatkowo cyfrowym sygnałem.

Ibasso DX220 i Shure KSE1200

Podsumowanie:

Ibasso przez lata wyrobiło sobie opinię firmy solidnej i stawiającej jakość dźwięku na pierwszym miejscu. Wpadki w zasadzie się jej nie zdarzają i DX220 nie jest tutaj wyjątkiem. Korzystając z poprzednio zdobytych doświadczeń umiejętnie ustrzegło się większych błędów jednocześnie oferując popisową jakość dźwięku o charakterze transparentnym i neutralnym z zachowaniem naturalności. Funkcjonalny, sprawnie działający nowoczesny Android w połączeniu z pięknym i dużym ekranem sprawia, że obsługa to przyjemność pomimo nie najdłuższego czasu pracy. Najważniejsze jednak, że nie przesadzono z ceną która pomimo wielu ulepszeń pozostała na tym samym poziomie co w poprzedniku. Jak się na tym zastanowić przeglądając co oferuje rynek to DX220 to prawdopodobnie najlepiej brzmiący sprzęt z androidem w cenie, jeszcze nie jak za dobro luksusowe dla wybrańców. Duża rekomendacja z mojej strony.

Strona producenta: http://www.ibasso.com/

Serdeczne dziękuję AudioHeaven.eu za użyczenie sprzętu do recenzji.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ibasso DX120 Recenzja - Mniej znaczy więcej

Ibasso kontynuuje odświeżanie portfolio również w niższych progach cenowych i tak po niemal roku od pierwszych zapowiedzi w końcu zmaterializował się DX120. Urządzenie tańsze, uboższe w funkcjonalność oraz wyraźnie mniejsze od krewniaków z wyższymi numerkami, a więc wydawało by się oferujące również niższą jakość dźwięku. Nic bardziej mylnego. Bohater recenzji jest idealnym przykładem że pieniądze nie grają.

Jako że u Ibasso zmiany dźwiękowe wraz ze zmianami oprogramowania to nie nowość, zaznaczam że urządzenie testowałem na oprogramowaniu z numerkiem V2.0.0

Wygląd i budowa:

Wraz z odtwarzaczem w niedużym pudełku znajdziemy:

- kabelek do wygrzewania wyjścia słuchawkowego
- kabel USB
- kod zniżkowy do wykorzystania w sklepie hdtracks.com
- przejściówka z mini jack na coaxial
- ochronna szybka do naklejenia na plecki, z przodu naklejona jest już fabrycznie
- silikonowe etui, a w zasadzie bumper ponieważ nie chroni ani plecków ani ekranu.



Wygląd całkowicie nowatorski z płynnie zaokrąglon…

Ibasso DX150 Recenzja - Złoty Środek

Ibasso to jeden z czołowych producentów przenośnych odtwarzaczy muzycznych z Państwa Środka. Do niedawna super popularne odtwarzacze jak DX50 oraz DX90 pokazały że również mniej zamożne osoby może być stać na dźwięk naprawdę wysokiej klasy. Po paru cichszych latach Ibasso znowu bryluje na salonach. Nasz dzisiejszy bohater Ibasso DX150 został zaprezentowany kilka miesięcy temu wywołując nie małe zamieszenie tworząc nawet sporą konkurencję o wiele droższemu przecież, flagowemu DX200 ledwie w zeszłego roku.

Częstotliwość z jaką Ibasso wypuszcza aktualizację do swoich odtwarzaczy, a przede wszystkim zmiany przez nie wprowadzane również w sferze dźwiękowej obrosły już w legendy niemal tak duże jak te o awaryjności wysokich modeli słuchawek Grado. Z tego powodu na wstępie pragnę zaznaczyć że sprzęt był przeze mnie testowany na oprogramowaniu 2.10.275.

Wygląd i budowa:

Pudełko całkiem standardowe - bez szaleństw. W środku poza samym odtwarzaczem:
- tradycyjnie u Ibasso kabelek do wygrzewani…

Shanling M5s Recenzja - Arbiter elegancji

Do niedawna Shanling był mi kompletnie nie znaną firmą z dalekiego wschodu. Mój pierwszy kontakt z ich najmniejszym odtwarzaczem M0 zrobił na mnie jednak tak pozytywne wrażenie swoim wyrafinowanym brzmieniem iż od razu ustawiłem się w kolejce do testów ich najnowszego i najdroższego zarazem odtwarzacza. Jest to gorąca jeszcze nowość, która debiutuje na rynku dosłownie w tym momencie. Czy Shanling M5s podoła w zatłoczonym już mocno przedziale odtwarzaczy z okolic 2tys zł?

Wygląd i budowa:

Tradycyjne schludne pudełko opisujące główne cechy urządzenia.


Zawartość bardzo uboga bo poza samym odtwarzaczem w środku znajduje się jedynie kabel usb. Co prawda producent oferuje estetyczne etui jako akcesorium, ale moim zdaniem jakieś nawet najprostsze powinno znaleźć się w zestawie fabrycznym.



Bardzo nowoczesny wygląd, wykorzystujący zakrzywione szkło zarówno z przodu jak i z tyłu. Korpus to doskonale obrobiony, matowy metal. Żadnych niedoróbek i ostrych krawędzi. Bardzo solidna całkowicie sztywn…